Wygrali i przegrali jednocześnie. Partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała wybory do sejmu, uzyskując ponad 35% i zdobywając 194 miejsca w parlamencie. Jednocześnie te same wybory przegrała, ponieważ to jest za mało by sprawować władzę. Aby uzyskać minimalną większość pozwalającą na sprawowanie władzy, Kaczyński musiałby pozyskać 37 posłów z innych partii. PSL nie ma tylu posłów. Ma bowiem tylko 32. Razem z posłami Hołowni mieliby 65, ale to scenariusz niemożliwy do zrealizowania. Polska 2050 po swoim pierwszym sukcesie wyborczym nie chciałaby popełnić takiego spektakularnego sepuku. Tak samo jak i słaba Konfederacja z 18 posłami. Nie da się namówić ot tak 37 posłów do zmiany barw klubowych.
Patrząc z kolei na pojedynczych polityków, to jest kilku, którzy spektakularnie przegrali. Wygrali zatem wyborcy. A oni przegrali. Najbardziej spektakularną klęskę zaliczył Janusz Korwin-Mikke. Najbardziej kontrowersyjny polski polityk, żeby nie powiedzieć najgłupszy. Choć inteligentny. Przegrał z Kariną Bosak. Ta ostatnia jest w ciąży i w zasadzie wcale nie prowadziła kampanii wyborczej. Milczenie jest złotem. Zdobyła więcej głosów niż Korwin, który w tym roku zabłysnął pochwałą „lekkiej pedofilii”. Nawet nie musiał chwalić Hitlera tym razem, żeby wpędzić Konfederację w kłopoty. Spektakularnie przegrał Tadeusz Cymański, wierny akolita Kaczyńskiego. Swoją beznadziejną i bezczelną głupotą zasłużył na polityczny niebyt.
Zbiorowo zaś wygrali i przegrali jednocześnie posłowie lewicy. Stracili sporo mandatów poselskich. Tym razem będą mieli tylko 26 mandatów. Ale za to będą częścią koalicji rządzącej. Z kolei należący do tej grupy posłowie Razem mają nadal sześcioro posłów. Zandberg był pewny, że lewica będzie języczkiem u wagi. Lewica może i będzie, ale Razem nie będzie. Ostatnio chodzą pogłoski, że Razem znów odgraża się, iż nie zgadza się, by premierem był Tusk. Jednak zgadza się Czarzasty i Biedroń. A Zandberg z sześcioma szablami nie ma żadnej siły sprawczej. Czy Razem odnajdzie rozsądek, czy też wyjdzie z koalicji?

To się chyba nazywa pyrrusowe zwycięstwo, czy też, jak kiedyś powiedział poseł Poncyliusz, wtedy jeszcze PiS, purrysowe.