Szymon Hołownia został okrzyknięty przez wielu komentatorów „cudownym dzieckiem” polskiej polityki. Jego partia Polska 2050 w sojuszu z PSL uzyskała dobry wynik w wyborach 2023 roku. A sam Hołownia został marszałkiem sejmu i można rzecz przewrócił do góry nogami sposób prowadzenia obrad i zarządzania sejmem. Po raz pierwszy w historii obrady sejmu oglądały tysiące ludzi.
Jednak katastrofalny wynik w wyborach prezydenckich zmienił opinię wielu dziennikarzy, a także wyborców. Hołownia, który przez lata budował wizerunek „trzeciej siły”, uzyskał w pierwszej turze zaledwie 4,8% – 4,99% głosów. Szymon Hołownia zajął odległe, szóste miejsce. Przegrał nie tylko z kandydatami głównych partii (Trzaskowskim i Nawrockim), ale także ze Sławomirem Mentzenem, Grzegorzem Braunem, a nawet Adrianem Zandbergiem.
Porażka lidera przełożyła się na gwałtowny spadek notowań jego ugrupowania. Pod koniec 2025 roku poparcie dla Polski 2050 spadło w niektórych badaniach do poziomu 2,8% – 2,98%. Oznacza to znalezienie się pod progiem wyborczym. W praktyce grozi to utratą subwencji budżetowych i brakiem przedstawicieli w Sejmie w kolejnej kadencji. Nawet politycy Polski 2050 wyrażali rozczarowanie.
Współpraca z PSL w 2025 roku stanęła pod znakiem zapytania. Słaby wynik wyborczy wywołał napięcia wewnątrz koalicji. Liderzy PSL zaczęli otwarcie mówić o potrzebie zmiany formuły i większym nacisku na gospodarkę, zamiast na dotychczasowy styl Hołowni. Zaś Włodzimierz Czarzasty, który objął stanowisko marszałka, okazał się bardziej zdecydowanym politykiem w stosunku do obozu PiS.
Eksperci polityczni wskazują, że w 2025 roku wyczerpał się „marketing polityczny” Hołowni. Styl prowadzenia Sejmu, który początkowo przyciągał tłumy przed ekrany, z czasem zaczął nużyć. Zaś wyborcy zaczęli rozliczać Marszałka z konkretnych ustaw, których uchwalanie szło powoli. Pomysł rezygnacji z polityki krajowej na rzecz zdobycia stanowiska w ONZ, był już tylko gwoździem do politycznej trumny.

Hołownia niestety poszedł tą samą drogą co wcześniej Palikot, Kukiz i pewnie jeszcze sporo przed nim i po nim – zamiast budować struktury, działać długofalowo i pracować nad pozycją, nowicjusz zachłysnął się swoim sukcesem i uwierzył, że jest większy niż naprawdę. A potem okazało się, że bez wsparcia jest kiepsko, efekt zaskoczenia minął, triki się wyczerpały i tylko nadmuchane ego pozostało. Szkoda kolejnej zmarnowanej przez sodówkę i ego lidera szansy na nową polityczną jakość.