Wybory samorządowe za nami. Jak zwykle niedocenione – bo w sumie tak mało spektakularne: gdzie tam wójtowi czy nawet prezydentowi miasta do takiego prezydenta całego kraju, a już szczególnie strojącego tak namaszczone miny! Gdzie ta walka ideolo o przyszłość narodu i byt jego substancji zakończona przez tych lub owych możliwością tanich popijaw w hotelu sejmowym! Nie te emocje.
Wiem, to zabrzmi nudno: ale prawice i lewice przemijają i coś, co dziś wydaje się zabetonowanym układem, za dwie dekady może być kiepską facecją z zamierzchłej przeszłości. A co zostanie? Szpital, most, droga, plan zabudowy przestrzennej. Jak tlenu potrzebujemy społeczeństwa obywatelskiego. Takiego, które zerwie (ze skądinąd niegdyś słuszną) tradycją podziały MY naród i ONI władza. Takiego, które zrozumie, że to ono jest władzą, a politycy są tylko jego narzędziami. A gdzie o to łatwiej, jak nie w wyborach samorządowych? To w nich ludziom najprościej zdać sobie sprawę z własnej sprawczości, z tego, że są podmiotem a nie przedmiotem polityki i z tego, że demokracja może działać dobrze, jeśli jest pod stałą kontrolą obywateli.
To się oczywiście z dnia na dzień samo nie zrobi. Trzeba wiele czasu na to, żeby zerwać z kilkusetletnim uzusem obcej władzy, przerwanym tylko dwa razy na na razie krótkie stosunkowo okresy: w 1918 roku na tylko dwadzieścia lat i w 1989 na trzy potąd dziesięciolecia. Ale śmiem twierdzić, że społeczeństwo dzisiejsze i to sprzed dekad, to już jest w tej kwestii niebo a ziemia. Owszem, w PRL-u ludzie stawiali opór władzy w tym sensie, że łączył ich odruch buntu. Ale w kwestiach prozaicznych, typu odpowiedzialność za dobro wspólne, przedsiębiorczość, dobrowolne zrzeszanie się, dbanie o interes lokalny – byliśmy społeczeństwem potwornie zatomizowanym. Uwierzcie mi, staremu dziadowi: to się JUŻ niesamowicie zmieniło.
Nie jest rzecz jasna różowo: kampania samorządowa to w dużej mierze także walka na plakaty z Photoshopa pustaków o mentalności kretyna. Nie chcę tu przytaczać przykładów: w sieci jest ich pełno. To niestety także zgubny wpływ polityki krajowej ostatnich ośmiu lat: trudno, żeby szerokie rzesze obywateli nie zauważyły, że można być największym dzbanem bez zasad, ale po doklejeniu do jedynie słusznej partii można nachapać się na trzy pokolenia kompletnie bez żadnej odpowiedzialności. To też musimy przechorować, co osobliwie biło z niektórych plakatowych oblicz pozbawionych rozumu i znajomości ortografii. Musimy przejść teraz okres wymyślania sobie od „słoików” lub „lewactwa” zamiast jakiegokolwiek programu wyborczego. Albowiem naiwnością byłoby sądzić, że psucie państwa, jakie obserwowaliśmy przez ostatnią dekadę, przejdzie ot tak, od razu ze zmianą władzy.
A dlaczego właściwie społeczeństwo obywatelskie jest takie ważne? Po co nam, indywidualistom i przedstawicielom najlepsiejszego narodu na świecie zrzeszać się, zbliżać do innych oraz coś razem planować? Ja wiem, to trudne i dość niepopularne: ciężko wszak pracuje się z debilami, a jak wiadomo niemal każdy Polak jest w swoim mniemaniu otoczony wyłącznie przez takowych. Ale może warto się zmusić? Dla mostu, drogi, przedszkola?
Chociaż nie tylko. Otóż takim zatomizowanym społeczeństwem łatwiej jest rządzić psychopatycznym jednostkom żądnym władzy. Takie rozbite społeczeństwa nie mają poczucia sprawczości i kontroli. Tacy pogubieni ludzie nie czują swej zbiorowej mocy i łatwo dają się topić w lękach. Po to wmawia się wszystkim powszechne oblężenie i obronę Częstochowy, po to szczuje się jednych na drugich, po to straszy się „lewactwem”, UE, szczepionkami, Czechami, murzynami, 5g i generalnie wszystkim – żeby ludzie czuli się w swej trwodze samotni i szukali ochrony we wszechmocnej władzy. A ta już obywateli urządzi. Dyktatorom łatwiej rządzić społeczeństwem rozbitym i zastraszonym.
Dlatego potrzebujemy społeczeństwa świadomych obywateli, kontrolujących polityków. A na szczeblu lokalnym zacząć najłatwiej.
Bo strach…moi mili, strach nie jest dobrym doradcą. Ludzie głosujący na dyktatorskie partyjki w rodzaju PiS wcale nie muszą być źli, albo źle chcieć. To mogą być w istocie zacności ludzie.Ale od strachu niestety… od strachu ludzie głupieją:
Miejcie nas w opiece, wszyscy Święci!
Czaaaasy straaaszne nam nastaaały!
Drży w posadach padół caaały!
Tusk szatański tryumfy święęęci!
O, wspomóżcie pańscy Święęęci!
Chrońcie lud swój przeraaażooony!
Przez złe siły otoczooony!
O święci Patroni, pokornie błagamy,
Byście oto grzechom postawili tamy:
Św. Mateuszu – złodziejstwu i kłamstwu;
Św. Danielu – nepotyzmom draństwu;
Św. Zbigniewie – sądom złym i w gniewie;
Św. Przemysławie – dzieciom w łbach zabawie;
Z urzędowym draństwem twe Jacku posługi;
Z rozwodami i fałszem – św. Jacku drugi;
Bezdzietność z jałowością zniszcz św. Krystyno;
Bij pazerność Ryszardzie, jakoś z tego słynął;
Św. Stanisławie, nadal walcz z komuną;
Św. Tadeuszu zarządź serc komunią;
Zboczeńców i rozpasanie ukarz nam Kościele;
Niech nam prorok Jarosław piekło gejem ściele!
O święci pislamscy, módlcie się za nami,
Chrońcie lud swój wierny, dusze wam oddamy,
By nas nie pożarły szczepionki z lewakiem,
Weźcie na swą tacę pół budżetu z hakiem.
Aaaaaament!

