Chciałem nawiązać do poprzedniego wątku, ”Sukcesji”. Wiem co prawda po paru dniach niewiele więcej, albowiem cała ta tajemnicza sprawa nadal pozostaje niejasna i najwyraźniej bardzo wielu osobom w nią uwikłanym zależy na tym, aby było jak najniewyraźniej. Pojawiło się nieco nowych prasowych plotek, kilka nowych filmików budzących niepokój, jakieś nowe nieoficjalne przecieki… i nadal nic pewnego. I tak to kwestia jednej z trzech największych telewizji w Polsce, majątku jednego z najbogatszych Polaków, a także los jego spółek mających strategiczne znaczenie dla państwa nadal jest w sferze niejasnego plotkarstwa. I tak nie znalazł się w Polsce nikt, kto próbowałby ją wyjaśnić: żaden dziennikarz śledczy, żaden polityk, żadna zainteresowana osoba. Słychać tylko zduszoną walkę buldogów pod dywanem. Dlaczego? Dlaczego tak jest? Czy ta sprawa jest bardzo świeża? No nie, przecież to narasta od kilku miesięcy. A może jest zbyt niebezpieczna? Nie dla kariery, stanowiska, czyjejś pozycji społecznej… może to jest po prostu groźne dla życia?
Bo faktycznie jakoś niezbornie idzie braci dziennikarskiej grzebanie w temacie… I jeśli jest choć odrobinę prawdą to, co tu piszę – no to ja się wcale nie dziwię. Sam nie jestem taki chojrak, żeby grzebać w sprawach mafii, która ma tak długie macki, że próbuje przejąć cały kraj, Ot tak, czterdziestomilionowy, w środku Europy.
No ale skoro nie mogę przedstawić tu żadnych pewników, podobnie jak mój szanowny „przedpiśca”, to po co w ogóle zawracam gitarę i marnuję czas szanownej publiczności? Albowiem smród który zaczyna dochodzić od strony tych zajść staje się powoli nie do wytrzymania. Można nie wiedzieć, kto na kogo co zlecił, ale głowa konia w łóżku i betonowe buciki wyłowione z rzeki dają zazwyczaj pole do działania wyobraźni. A tu takich głów końskich jakby coraz więcej… Cóż zatem mogę zrobić z tym smrodem, biedny żuczek? Cóż pocznę, kiedy już otwieranie mojego maciupkiego okienka na tej kupie wzbierającego gnoju przynosi tylko bzyczenie kolejnych tłustych much?
Otóż mogę skorzystać z co prawda średnio dowcipnych, ale jakże wygodnych metod biednego Andrzeja Leppera, niech mu ziemia lekką będzie. Swego czasu stanął on był bowiem na mównicy sejmowej i z chytrym uśmieszkiem chłopka roztropka, tym swoim podrażnionym barytonikiem, rzucał oskarżenia. Nie, szeregowy, wrrrrróć!. Zadawał pytania. Tylko zadawał pytania, co ja plotę!
Zatem pozwalam sobie zadać następujące pytania:
– Czy zauważyli Szanowni Państwo, że od dłuższego czasu telewizja Polsat stała się szalenie życzliwa naszym drogim (bynajmniej nie w przenośni), oraz niebywale wzmożonym moralnie politykierom spod kaczego kupra? Ja wiem, że to pytanie jest dość obraźliwe dla Państwa inteligencji, bo to tak, jakbym zapytał Cezara, czy zauważył noże w swoich plecach. Ale zawsze znajdzie się jakieś trolliszcze, które będzie mieć podszyte drwiną wątpliwości. Pamiętacie sprawę kabaretów, które wypadły z ramówki? Jedno, co można powiedzieć o bandyckim uroku kaczej rewolucji, to że jest niebywale i szelmowsko bezczelna. Nie bawi się zbytnio w jakieś tam zasłony dymne czy półśrodki. Nie po to wyhodowała sobie twardogłowy beton, który będzie jeść karton, jeśli to szef wszystkich szefów zaleci i zrozumie, że karton twardy, bo to spisek Niemców.
– Czy jest prawdą, że czwarta żona Zygmunta Solorza Żaka, niejaka Justyna Kulka, tak bardzo zawładnęła jego romantycznym sercem biznesmena, że ożeniwszy się z nią w marcu nasz mniemany lowelas wydziedzicza teraz po kolei swoje wszystkie dzieci uniemożliwiając im jakikolwiek wpływ na spółki, do których rad nadzorczych sam te dzieci powołał? Czy prawdą jest, że przez wiele lat nie miał żadnych problemów z ich kompetencjami, a jak mówią bliscy temu stadku ludzie – jest człowiekiem bardzo rodzinnym i hurtowe powoływanie swoich dzieci na ważne stanowiska w swoich spółkach bynajmniej nie było przypadkowe?
– Czy prawdą jest, że taż Justyna Kulka – niewiasta o niewątpliwie gigantycznych zaletach ciała i ducha, skoro zdołała uczynić ze skamieniałym sercem bogola takie cuda w siedem miesięcy – jest główną orędowniczką wystawienia na kandydatkę do prezydenckiego fotela Doroty Gawryluk? W związku z czym aktywnie wspiera stowarzyszenie „Lepsza Polska”, mające być trampoliną do promocji politycznej Dorci, dziennikarki dość jednoznacznie kojarzonej z miłością do kaczych imponderabiliów i kolegującej się mocno z małżonką Ziobry Pati Koti i małżonką Jarosława Kurskiego, cudownie wtórnie udziewiczoną przez nasz Kościół Najświętszy Joanną Kurską?
– Czy nie wydaje się Państwu w świetle przedstawionych faktów podejrzane to, że nagle dzieci Solorza, do tej pory obdarzane przez niego nieograniczonym zaufaniem, nagle nie mogą skontaktować się z nim osobiście, porozmawiać, wymienić się kartkami, puścić mu sygnały dymne, wystukać coś Morsem? Ja rozumiem, że serce nie sługa, a miesiąc miodowy może się przedłużyć – ale żeby tak nagle facet, które swoje dorosłe dzieci zrobił dziedzicami praktycznie zarządzającymi całym jego majątkiem, wyrzucił je z Facebooka, Watsappa i paszportów Polsatu?! Ot tak, z miesiąca na miesiąc? Aż taki zakochany w czwartej żonie, bo takich przymiotów ciała i ducha u poprzednich trzech jeszcze nie widział?
– A to jeszcze nie koniec sercowych niespodzianek. Znacie takiego faceta, Jarosław Kaczyński się nazywa? Mogliście przeoczyć, bo to szczery patriota, wszystko dla Polski, rozumiecie, to i nie pcha się na afisz. Zresztą, jak każda dobra dusza, wciąż musi znosić przeciwności losu i zniewagi od świata. Znacie to, wiecie: kto ma miękkie serce, ten musi mieć twardą dupę. I chłop cierpi: w połowie zbawiania kraju już mu kłody pod nogi rzucili. Kto? No jak to kto, poza Niemcami, Żydami, pedałami (sic!) i lewakami; kto, jak nie sprzedajne obce media, chodzące na pasku niemieckożydomasońskiego spisku. Nec Hercules contra plures: miał tylko TVP, Karnowskich, Rydzyka, WSieci, Republikę, Salon24, Polsat – to i nic dziwnego, że go TVN przewagą liczebną załatwiło. Zawsze tak było, dobremu wiecznie wiatr w oczy, nie na darmo od trzech dekad szlocha, że go media niszczą… Taka Gawryluk na przykład, albo Lichocka – no, czy one nie mogłyby czasem zejść ze swoich wyżyn obiektywizmu i choć wspomnieć, że on chce dobrze? Ech, ludzie to wilki…
Ale co z tym sercem Prezesa Wszystkich Prezesów? Ano nie dalej jak trzy miesiące temu czytałem sobie wesołe rozważania braci dziennikarskiej, kiedy to parę znanych nazwisk zastanawiało się, co wstrzymuje naszego zbawcę in spe od większego zainwestowania w TV Republika, która przecież zdawała się już ostatnią redutą obrony kaczej rewolucji przed Niemcami, UE, odpowiedzialnością za złodziejstwo i szalejącym wśród starszych panów polityków PiS obawą przed aborcją, do której promiskuityczny Zachód mógłby ich zmusić. A wszak płody ich intelektu nie powinny się marnować.
Któryś z dyskutantów zauważył, że Republika to jednak mało rokująca firma: nadto szurią trąci miast profesjonalizmem, a wrzucanie w to pokraczne bagno forsy to może być niewypał. Zbawca potrzebowałby naprawdę dużej i wpływowej telewizji, takiej z przytupem. Ale, jak od razu skontrowali rozmówcy – skąd nasz dobry, mądry, żoliborski dziadunio miałby wziąć na to forsę? Toż to dziesiątki milionów złotych by kosztowało… A on taki bezinteresowny… A skutek niepewny… W ogóle doszlusowanie do popularności TVP czy TVN byłoby trudne. Czy choćby takiego POLSATU.
– Stąd moje następne pytanie: czy czujecie już Państwo gęsią skórkę? To dobrze, bo to jeszcze nie koniec atrakcji. Solorz pousuwał te swoje dzieciaki z rad nadzorczych spółek to pousuwał, na chuj drążyć temat! Kto by tam wpadł na to, że Kaczyński chciałby jego telewizji jak tlenu (a sondaże uparcie idą łeb w łeb, przydałaby się taka telewizyjka, durnota jest uparta jak pijąca guma w majtach, mogliby ich oskubać do zera i wycyckać jeszcze na milion sposobów, ale co im raz sprzedali, to i wyrzucić szkoda, choć już śmierdzi i niebezpiecznie bulgoce, ale jednak miło byłoby dalej przekonywać, że to bulgoce, bo Tusk zawłaszczył inne dźwięki). Ktoby tam wpadł na tak nieprawdopodobny zbieg okoliczności, że ludzie Morawieckiego chcieliby reszty solorzowych spółek, żeby wzmocnić swoje skrzydło przeciw ziobrystom, którzy już przecież uwłaszczyli się z sukcesem na Funduszu Sprawiedliwości i Lasach Państwowych? A tu się okazuje, że Pinokio, taki znawca handlu gruntami, tak zaspał wyścig po frukta – bo przecie jeden Obajtas wiosny nie czyni? No nikt by nie wpadł, bo kto by podejrzewał, że do tej pory nieskazitelna frakcja polityczna nagle skaziłaby się jakąś aferą? No, nie bądźmy śmieszni, przecież trzeba brać pod uwagę jakieś tam prawdopodobieństwo!
No i proszę, wyjaśniło się. Można się rozejść, fałszywy alarm, ech wy, niepatriotyczne nasienie! I co, i co? Mówili, że Solorz zniknął, nie ma z nim kontaktu i odwołują jego dzieci jakieś osoby trzecie. A tu nieprawda, proszę bardzo, zebranie zarządu i pan Solorz osobiście wywala swoich synów z zarządu Polsatu. I co? Zatkało kakao? Koniec lewackiego języka w gębie?
I faktycznie się pojawił. Online. Obok siedział jakiś facet i podsuwał mu kartkę. Pan Zygmunt Solorz, rekin biznesu, cwaniak który zna pewnie i pana Jarzynę ze Szczecina, przeczytał swoje nazwisko z karteczki. I bardzo długo odkręcał buteleczkę z wodą zbierając myśli. Tło za nim było wyblurowane, a on nadawał Bóg wie skąd.
– Przepraszam, że było długo, ale rozumiecie – natłok pytań. Ale spokojnie, to już ostatnie wątpliwości, które do was kieruję. Czy jeżeli próba zmiany ustroju państwa, zniszczenie trójpodziału władz, skrojenie instytucji na wzór spółdzielni świadczących usługi dla Camorry i wyprowadzenie z budżetu pieniędzy na około sto miliardów złotych nie dają wam przesłanki, aby sądzić, że tu nie kraj miał swoją mafię, ale mafia kraj – to może ten dukający Solorz, który zniknął nie wiadomo gdzie i zaraz odda cały bajeczny majątek i wiadome massmedia wiadomo komu – może to choć wzbudzi waszą refleksję? I nie ma znaczenia, czy on współpracował dawno temu z esbecją, czy był agentem, czy nieczysto rozkręcał interes… to znaczy, może i jakieś znaczenie ma, ale jeszcze większe znaczenie ma to, że obecnie jakieś haki wielkości dźwigu ma na niego ta nasza sympatyczna narodowosocjalistycznoprawicowopatriotyczna była kamaryla, że esbecja może nam po kolejnych wygranych prze nią wyborach wydać się amatorszczyzną.
Ja tam widziałem kiedyś w gazetach słodziutkie zdjęcie z willi naszego drogiego wodza, oby żył wiecznie, jak to szpera w swoich aktach na półeczkach w domciu. Tak, Jarosław Kaczyński zbiera haki w domu w aktach i jest takim psychopatą, że nawet nie zjarzył w rozmowie z faktem, że to może być podejrzane. Nie wierzycie? Patrzcie:
https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/polityka/Jaroslaw-Kaczynski-i-jego-archiwum.-Co-zawieraja-teczki
Jak sądzicie. Kto będzie kiedyś lepszy: była SB, czy przyszłe kacze hordy? I co powie nam o tym przyszły Polsat?
Z tymi pytaniami was zostawiam…
