Obłęd

Wybaczcie. Będzie emocjonalnie.

Od 2010 roku całkiem spory kraj europejski, mający ambicje na rozgrywającego w europejskich krajach słowiańskich i mający ambicje skrojone jak w sam raz na szóste państwo UE ex aequo z Hiszpanią, kraj rozwijający się żywiołowo, niesamowity przykład prymatu zmyślności ludzkiej nad ideologią (nie mniejszy niż Korea Południowa czy Tajwan), wyśmiewany parias, który nagle globalnym PKB zaczął grozić prześcignięciem Wielkiej Brytanii (dla samozadowolenia: już jesteśmy w pierwszej dziesiątce gospodarek świata, bo kwartał temu wyprzedziliśmy dziesiątą Turcję), kraj, który stał się prymusem przemian i płonącą pochodnią sukcesu byłych demoludów – otóż kraj ten stał się zakładnikiem obłędu. Jak to się stało? Jak to możliwe? Dlaczego tak widomy znak sukcesu, taki koniec tęczy niemożliwości, taki przykład na Ananiasza w najbardziej krnąbrnej klasie, taka pochodnia dla aspirujących Albańczyków, Rumunów, Kosowian, Macedończyków, niemal taka, jak za „średniego Wałęsy” była Japonia – dlaczego taki kraj, który wprost powinien puchnąć z dumy od własnych sukcesów i od zacności własnych obywateli – tonie w szalonej grze zatracenia wszystkiego, w narastającej polaryzacji postaw, w niebezpiecznej grze w zabawę, w której paru wariatów zniweczy te wszystkie sukcesy?

Z dwóch powodów.

Po pierwsze dusza polska. Nie, absolutnie nie to, że Polacy lubią zło. Bardzo nie lubią, przynajmniej deklaratywnie. To nie to, że Polacy lubią, jak się ich we wała robi. Nie lubią, i pójdzie jedna pańcia z drugą użerać się na kasie o dwa złote nie dlatego, że zbiednieje – tylko że ją OSZUKANO. Ale wiecie, jak to jest, kiedy wszędzie szukamy oszustów? Zaczynamy wierzyć, że wszystko jest oszustwem. Polacy tak nie lubią być robieni w wała, że widzą wały wszędzie. To paradoksalnie sprzyja temu, że nie widzą tych, które są prawdziwe. Ba, nie widzą wałów jak słonia trąba, jak ramię żurawia, jak kafar w dupę. Kiedy wszystko jest inscenizacją, nic nie jest prawdziwe. Zatem trzeba, będąc złodziejem, krzyczeć jak inni kradną – i wtedy można kraść do woli. Byle krzyczeć jak najgłośniej. Sens nie ma znaczenia, wrzask się liczy – co widzimy od co najmniej ośmiu lat (a niektórzy od dwudziestu, ale to bardziej skomplikowana historia).

Bo sobie wychodzi Jarek cały na biało i zaczyna z zebranego już od Quandta, Expressu Wieczornego i z Fozz majątku pieprzyć o postkomunistycznych układach.

On wie, jak tę duszę polską sobie wziąć w cugle. Studiował marksizm leninizm pod kierunkiem profesora Ehrlicha – a co by o marksistach nie mówić, na manipulacji ludzkimi duszami znali się nie mniej, niż faszyści. Nie, absolutnie nie twierdzę, że Jarosław jest marksistą – nie takim głupi zaślepieniec, co więcej, uważam, że Jarek znając słabości marksizmu potrafił pod światłym protektoratem swojego promotora wykorzystać jego propagandowe przewagi.

I macie ten klops, który widzicie dziś.

Ten człowiek innymi drogami doszedł do podobnych wniosków, co Trump. Że ludzie są tylko łatwo sterowalną emocjami inscenizacją, że –  jeśli chce się osiągnąć jakieś poważne cele – trzeba tę ludzką mierzwę wziąć w uzdę – i nią posterować.

Ale cóż mógł jakiś psychopata z trzeciego garnituru Solidarności, sypiający pod kołderką 13.12? Cóż mógł ten wieczny rycerz o uznanie, ten gej, który sam siebie nigdy nie zaakceptował, ten człowiek o przetrąconym kręgosłupie, bo jego ego zostało tak strasznie skrzywdzone tym, kim jest? (A najzabawniejsze, że gdyby miał ludzkie warunki, ciepło, zrozumienie, tolerancję – może nie zamieniłby się w zimnego potwora, który jedyną gratyfikację dla tego, co widzi u siebie jako słabość – uznał bezapelacyjne rządzenie prawie czterdziestu  milionami ludzi). Otóż mógłby niewiele, gdyby nie trzy fatalne zbiegi okoliczności. Pierwszy – to wspomniana już polska wada podejrzliwości – każda władza jest zła, bo z małą przerwą na dwudziestolecie międzywojenne każda była narzucona. Drugi – jego brat faktycznie był zdolnym facetem, pomijam jego poglądy i światopogląd, ale miał jednak takie cechy charakteru i zdolności, które pozwoliły mu bywać ministrem, kiedy jego brat knuł wyłącznie na kanapie. Trzeci –  ten zdolniejszy i empatyczniejszy brat przyglebił w samolocie, co wzbudziło u prostaczków naturalną fazę współczucia i uniesienia.

A jego egocentryczny brat, gej wyśmiewany od podwórka za aparycję, zawsze ten gorszy i mniej doceniany, ten, który broił, żeby zwrócić na siebie uwagę, ten, który snuł biznesowe i polityczne intrygi w cieniu brata – cierpiał. Bo, jak klasyczny narcyz – musiał być w centrum Wszechświata.

Rozumiecie, jaką on w sobie zadrę nosi?

To ma jakieś tam ręce i nogi. Obłęd? Nie, Zimna kalkulacja człowieka, który ma ego tak wywindowane, że byle uwaga urasta do próby wysadzenia jego świata.

Co może zrobić taki człowiek, żeby zaspokoić swoje ego? Nie wiem. Ale wiem jedno: im bardziej otoczenie mu się poddaje i im bardziej zaczyna wierzyć w swój geniusz, tym więcej może. Tak to działa. Ludzie to proste ssaki i mają wyczulenie na podprogowe sygnały: jak samiec alfa wytarmosi pretendenta, to zostaje samcem alfa, tacy jesteśmy. A co jest lepsze od samca alfa? Egotyczny wariat z niepewną seksualnością, który postanowił nim zostać.

Co ma z tym wspólnego Macierewicz? Otóż niemal nic.

Niemal.

Ile to ja się nie naczytałem komentarzy, że Antoni to szajbus!

Nie. Po stokroć nie. Po tysiąckroć. Ten facet udaje wariata, niczym Braun gaśnicą, a Korwin z „jego ekscelencją Putinem”. Pora zadrzeć maski: to nie jest żaden szajbus. Próbuje robić takie wrażenie, ale nim nie jest. Co mógłby zrobić, żeby „lud smoleński” zwątpił w jego poczytalność? Otóż nic. Napierdalał o zastąpieniu w trakcie lądowania tlenu azotem, o działach elektromagnetycznych i innych takich. Czy on jest wariatem? A czy jest wariatem ktoś, kto na zlecenie robi z innych agentów? Nie sądzę.

Ten człowiek nie jest wariatem. Ne jest głupi. Jest dość medialnie sprawny. A jednocześnie jest dość ważnym wektorem dla kaczej sekty.

A, jeśli pozwolicie, teraz troszkę osobiste wyznanie w stronę pana Antoniego…

Posłuchaj ty skurwysynu! Opublikowałeś dane agentów działających dla Polski na całym świecie! Zamordowano ich i część ich rodzin. Mieli placet na bezpieczeństwo od polskiego państwa. Teraz już się nie wykpisz, ruski chamie: osiemdziesiąt milionów złotych poszło w piach, a ty nadal spotykałeś się z ruskimi agentami z pominięciem polskich służb.

Ja wiem, że PiS ma wyznawców, a nie wyborców – ale lepiej było ci się przyznać, że lubisz owłosionych chłopców, niż teraz być zdrajcą na ruskich usługach, bo ci prymitywie od chłopców kuśka staje.

Przepraszam wszystkich zgromadzonych. Długo się zastanawiałem, na czym polega „świątobliwość” Antoniego, Ordo Iurisów rżnących cudze żony na świątobliwych biurkach, Jarosława zawsze dziewicy, poza tymi, którzy go penetrowali. I otóż nadeszło oświecenie:

 

To nie jest problem, że ludzie ubierający się w jakieś szatki w mózgu mają inne.

To nie jest problem, że ludzie z problemami zaczną problemy rzutować na was.

Prawdziwym problemem jest to to, że ci psychopaci chcą nami rządzić,

Ludzie, którzy w gruncie rzeczy są niemal jak otwarta książka. Wstyd dla was, moi współobywatele. Wstyd za bezmyślność, głupotę, pustactwo. O te dwa złote, to się potraficie handryczyć, że was ktoś oszukuje, nie? No to macie, a łykajcie ze smakiem. Acha, nie mam nic przeciwko normalnym homoseksualistom, tacy się urodzili, dla cywilizowanego człowieka to żaden temat do dyskusji, tak samo jak to, że ktoś by wydziwiał że ja akurat jestem hetero. Pozdrowienia dla wszystkich pedałów – heteroseksualni mężczyźni nic do was nie mają, piątka. Osaczają was kumple, którzy boją się ujawnić przed samym sobą:D To w ogóle nie jest temat. Tematem jest to, że człowiek robiący z siebie biblijnego konserwatystę i dyżurnego antysowieta jest gejem i ruskim szpiegiem

 

Długo się zastanawiałem, czy wrzucić ten link. Jestem zdania, że prywatne życie polityków nie ma znaczenia, jeśli są profesjonalistami. (Uwaga, ten wywiad jest dość obrzydliwy, jeśli nie chcecie słuchać tego, co robią męskie prostytutki z klientami, to o Macierewiczu jest od 08.00 do 18.00). Ale za długo słuchałem od kaczej sekty o esbekach, wpływach, układach, żeby być wobec nich wyrozumiałym. Niejaki Piotr Krysiak zamieścił w necie filmik o upodobaniach seksualnych byłego ministra Antoniego Macierewicza, strażnicy polskości, obrońcy „zdrowia moralnego” i umiejętnego wytykacza zdrady narodowej. Nie chodzi o to, żebym, kpił z czyichś chęci, słabości, czy zboczeń. Bogiem a prawdą wszyscy je mamy. Chodzi mi o to, że te jego słabości wyjaśniają wprost to, dlaczego robi to co robi.

Za pierwszych rządów kaczki praktycznie zlikwidował kontrwywiad.

Opublikował listę agentów pracujących za granicą na rzecz Polski.

Włamał się do placówki NATO, aby wynieść dokumenty.

Robił szopkę narodową, która miała przedłużyć rządy antyeuropejskiej sitwy.

Te jego śmigłowce, które zamawiał dwa lata, nic a nic nie przeczesują fryzur jego wyznawcom.

A teraz macie czarno na białym: ten koszmar wydał osiemdziesiąt milionów złotych po to, żeby kaczka miała ciepło w dupę. Zatrudnił jakichś specjalistów od gotowania na gazie, zniszczył dowody, wpierdolił zamówione ekspertyzy sobie w rzyć i nadal występuje przed kamerami.

Aaaa, byłbym zapomniał. Ten koleś cały czas mówi coś o tym, że Tusk jest putinowski, czy tam coś.

TO MÓWI FACET, KTÓREMU UDOWODNIONO, ŻE SPOTYKAŁ SIĘ Z ROSYJSKIMI OFICERAMI WYWIADU BEZ ZAWIADOMIENIA SŁUŻB.

Oszczędzę wam nerwów. Tak, ten facet to jest tak ewidentnie ruski szpieg, że bardziej to można by było chyba tylko naświetlać przedszkolakom zalety czekolady.

I od trzech dekad jest to osoba grająca pierwsze albo drugie skrzypce w polityce.

To nie jest mój zarzut do PiS i przyległości. Co do nich, to nie mam złudzeń. To jest zarzut do polskiej polityki w ogóle.

Jeżeli obecna ekipa rządząca tego niemal już jawnego agenta nie ukrzyżuje, to marnie widzę jej szanse.

 

Zapytacie skąd tytuł artykułu? Czy facet z bródką mefistofelesa, robiący ludziom wodę z mózgu z premedytacją, człowiek sprawny intelektualnie a zaszantażowany tak bardzo, że dosięgnął wirtuozerii w byciu skurwysynem – czy on może mieć obłęd?

On nie.

Ci, co w niego nadal wierzą – tak.

Jesteśmy zakładnikami zbiorowego obłędu. I nie, nie wyniknie z tego nic dobrego.

Oceń artykuł

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.