Od lat nawet tym choć średnio zorientowanym w krajowej polityce było wiadomo, że kacza rewolucja skończy się potężnym skandalem.
„Kiedy zaczynają dużo mówić o patriotyzmie, to pewnie znowu coś ukradli”, jak napisał niegdyś rosyjski pisarz Michaił Szczedrin. No i faktycznie. Fundacje, przez które ta zdemoralizowana banda kradła miliardy, były wszystkie bez wyjątku „patriotyczne” i „narodowe”. Ot, choćby dziś – wypłynęła informacja, że takaż instytucyjka pod światłym przewodem Żaryna, prawdziwego Polaka i katolika od Matki Boskiej Pisiej pozwoliła na wyprowadzenie krewnym i znajomym kaczego królika około piętnastu milionów złotych. Jak się ta nobliwa fundacja nazywa? Otóż: Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej imienia Romana Dmowskiego.
Tak, aż tak kradli.
Zresztą, to już przestaje robić wrażenie. Robiło coraz mniejsze przez ostatnie cztery lata pisich rządów, kiedy afery pękały co tydzień jak wrzód, a skala złodziejstwa stawała się trudna do wyobrażenia. Ale to, co dzieje się teraz, kiedy ta mafia straciła władzę – to jest po prostu rzecz niebywała, przed którą kapituluje rozum, skala, zdrowy rozsądek i myślenie przez analogie. Bo do tego w historii Polski po prostu analogii nie ma.
Pisałem wielokrotnie, że te pisie niegodziwości, które wypływały dzięki niezłomnej postawie wciąż wolnych mediów i sędziów, dzięki odwadze cywilnej tak wielu ludzi, których nazwiska nigdy nie powinny być zapomniane, bo weszły do historii Polski w rejtanowskim stylu – że to tylko wierzchołek góry lodowej. I że po utracie władzy przez kaczą szajkę zobaczymy, co było pod wodą.
A guzik. Nie ta skala, z czym do ludzi. Żadna góra lodowa. Żadna tam góra nawet.
Cały łańcuch górski. Masyw. Aż chce się przypomnieć ten wyświechtany już cytat „Śmierć jednej osoby to tragedia, śmierć miliona to statystyka” (nie dajcie się nabrać, że to ze Stalina, to niemiecki Żyd w 1935 roku napisał, niejaki Kurt Tucholsky)
Co innego przeczuwać, wiedzieć, ekstrapolować – a co innego zobaczyć na własne oczy. Obraz wart tysiąca słów.
Minęło zaledwie parę miesięcy nowej władzy, a do znanych kaczych afer dołączyły: cały garaż akt na „swoich” schowanych w białostockim garażu, wyprowadzenie przez Obajtka z Orlenu 1,6 miliarda złotych, z której to kwoty przynajmniej część zasiliła ludzi związanych z Hezbollahem (mieli rozmach, sukinsyny, nie? Choć pewnie mimowolnie), ruski agent jako ziobrowy szef biura neoKRS, a teraz taśmy Tomasza Mraza, dyrektora Funduszu Sprawiedliwości u Ziobry, z racji charakterystycznie skręconych wąsów zwanego przez media pieszczotliwie „panem Kleksem”. To, że teraz wypływają co dzień jakieś takie informacyjki, że np. Orlen płacił co miesiąc za wynajem luksusowego apartamenty przez Obajtka ponad 17 tysięcy złotych, to jakieś waciki już proszę państwa, rzecz niegodna wzmianki… Masyw. Łańcuch górski, psiakrew. A wszystko z Bogiem i Ojczyzną na ustach.
Aż ciśnie się na usta pytanie: jak się to mogło stać? Jak z woli w sumie jednego człowieka, może i żelaznej, może i ciągnącej się przez parę dekad – ale w sumie z woli jednego niewysokiego człowieczka mogło wykwitnąć takie potworne zagrożenie dla bytu narodowego, taka przerażająca degrengolada moralna, taki koszmarny syf we wszelkich możliwych wymiarach: ludzkim, socjologicznym, psychologicznym, behawioralnym i co tam tylko chcecie – sprawdza się na każdej płaszczyźnie.
Jak to się stało, że wypływające teraz dzień w dzień niegodziwości parszywej zmiany szokują nawet mnie – a, umówmy się, jak mnie znacie, to o kaczyźmie wiem co nieco…
Nie jestem psychologiem, socjologiem, nie mam dostępu do całego obrazu sytuacji – ba! – jak większość z nas nie mam nawet dostępu do informacji, które taki minister czy wicepremier ma na pstryknięcie palcami. W związku z tym moje domniemania mogą być mniej warte, niż papier, na którym je spisano (czyli pewien ładunek energii wydatkowany przez procesor mojego komputera). Ale je poczynię, a to z tego względu, że bezmiar tego szaleństwa, który wychynął z rządów pisiosolidurnej koalicji domaga się ode mnie jakiejś racjonalizacji, jakieś analizy, jakiegoś podsumowania. Nawet, jeśli miałoby być fałszywe, potrzebuję go po to, aby nie zwątpić w naturę i porządek świata, bo to co wypływa pienistym strumieniem z pisiego szamba podkopuje moją wiarę w człowieka i sens dyskursu. Dlatego podejmuję się próby wyjaśnienia tego fenomenu, który obecnie obserwujemy – ja wiem, jest 99 procent szans na to, że się mylę, ale pozwólcie mi na to, bo inaczej nie potrafię ogarnąć tego szaleństwa, na jakie sobie pozwoliliśmy jako Polacy. Bez racjonalizacji mógłbym zacząć gardzić sobą i własnym narodem. A tego z oczywistych względów nie chcę.
A zatem? Racjonalizujmy. Wybaczcie: teraz będę advocatus diaboli.
Czy Kaczyński jest szatanem w ludzkiej skórze? No nie. Jest psychopatą, człowiekiem moralnie małym, zafiksowanym na własnym ego, władzy i na zemście – ale diabłem nie jest, a już przynajmniej nie tak, jak masa despotów, którzy mordowali ludzi setkami. Jarosław chce być despotą, ale w końcu ręka mu drży przed zabijaniem ludzi, za co ma u mnie jakiś tam plusik, przykryty zwałami jego plugawości. Mówią, że jest tchórzem. Nie sądzę. Myślę, że on naprawdę nie chce ludzi zabijać, on chce tylko ich upokarzać i nimi rządzić.
Wiem, wiem, Blida, Lepper, Adamowicz, 96 ofiar Tupolewa… ale sądzę, że on tego nie chciał. To jego wieczne brojenie, knucie, intryganctwo, szczucie – to spowodowało takie wyniki.
Ja myślę, że on też gdzieś w głębi ducha jest przerażony tym, co spowodował. Stąd ta hardość, cyniczne uśmieszki i rechocik. I bladość oblicza. To ten sam gówniarz, który zamykał członków ekipy filmowej na planie „O dwóch takich, co ukradli Księżyc” i czekał na efekty. Tyle że teraz zamknął i poszczuł na siebie cały naród. Jakoś głupio wyszło, nie?
A zamiary były takie dobre. Wstrząsnąć ludźmi, zrobić z nich wreszcie wartościowy materiał, wywindować to barachło, żeby wreszcie wszyscy uznali, że jestem wielki. I zawsze mam rację.
Dołóżcie do tego parę mechanizmów i pójdzie. Łatwo się mówi – zazwyczaj aż tak źle nie idzie. Ale tu poszło, bo mechanizmy były silne i zadziałały jak ta lala. Pewnie nie wymienię wszystkich, ale spróbuję:
– żelazna wola wodza rewolucji
– żelazne urazy wodza rewolucji, który jest skrzywdzonym przez świat gejem o umniejszanym potencjale (uwaga! Żebyśmy się dobrze zrozumieli: jestem zdania, że homoseksualizm jest wrodzony, w związku z tym jest naturalną orientacją niektórych ludzi i jego wartościowanie jest krzywdzeniem tych, którzy na swoją orientację seksualną nie mają absolutnie wpływu. W związku z tym homoseksualista nie jest dla mnie pod żadnym względem gorszy od heteroseksualisty. Ale sądzę, że osoby, które nie godzą się ze swoją seksualnością, mogą mieć z tego powodu traumy, które rzutują na ich samych, innych… albo na cały naród)
– kompleksy proletariatu, do którego się zwraca i który wartościuje
– zmysł wodza do machloi, gromadzenia partyjnego majątku i intryg
– intuicyjne zastosowanie doboru miernych, biernych i wiernych kadr: w pisizmie zawsze szefem będzie największy buc, jak w komunizmie;
A teraz już nie tak wesoło, bo idzie nasza zbiorowa wina:
– ustalona przez stulecia narzuconych reżimów niechęć do władzy
– utrwalony przez stulecia oporu i konspiracji indywidualizm, izolacjonizm, nieufność i brak postawy obywatelskiej
– pogarda do własności wspólnej
– na skutek dość powikłanej historii skłonność do wiary w teorie spiskowe i kompleksy narodowe, które mogą eksplorować poczucie wyższości oraz niższości
– i last but not least po prostu histeria, jeśli chodzi o tematy narodowe.
I tak oto, z tej obopólnej zgody ludzi prostych i ich mniemanego zbawiciela z Żoliborza doszło do tego koszmaru, który właśnie obserwujemy. No, rzecz jasna nie bez tego, że ludzie nabierają się przez jakiś czas, w zależności od ilorazu inteligencji – więc, chciał nie chciał, nasz Jarucha oparł się na tym trzydziestoprocentowym fragmencie narodu najbardziej odpornym na myślenie, za to jak najbardziej otwartym na emocje.
Czemu to wszystko piszę? Ano, jako dodatek do poprzedniego tekstu. Jako się wyżej rzekło: próbuję to sobie jakoś zracjonalizować. Bo złodziejstwo złodziejstwem. Zdrada zdradą. Głupota głupotą. Nie zrozumcie mnie źle: ja wiem, że ludzie bywają źli. Ale nikt nie bywa z gruntu zły (no, prawie nikt, poza psychopatami). Jak to się stało, że formacja polityczna, która opierała się na trąbieniu o zdradzie, Targowicy, antyrosyjskości, antykomunizmie, wolności słowa – stała się putinowską piątą kolumną, antyniemiecką i antyamerykańską sotnią, formacją przygarniającą stanowojennych prokuratorów i agentów SB i formacją, która zrobiła z telewizji publicznej coś, co nie przeszło ba nawet za „krwawego Maćka”?! (młodzieży, wbijcie „krwawego Maćka” w Wikipedii. Pomyśleć, że ja miałem PRLowską telewizję za szambo… Teraz rozumiecie, dlaczego tak nie lubię kaczyzmu Nawet komuniści byli subtelniejsi w propagandzie) Jak to się stało, że zechcieli wprowadzać „Budapeszt w Warszawie”?
Ano różnie. Ale pod moralnym względem dość jednostajnie.
Wiem, wiem, teraz jest modne, na czasie i w porządku wypominanie wszystkim, że działają na zlecenie ruskich. Obie strony politycznego sporu rzucają to sobie w twarz. Można by to uznać za folklor, tyle że…
Najwyżej do tej pory ulokowany rosyjski agent był szefem neoKRS. To już nie folklor, to realność.
Jak doszło do tego syfu? Jak doszło do tego galimatiasu, koszmaru, aberracji – które przez ostatnią dekadę nazywaliśmy „polską polityką”?
Bardzo prosto. Oni nie chcieli być złymi ludźmi. To są porządni ludzie. Konserwatywni.
Oni po prostu chcieli troszeczkę gaworzyć o wartościach konserwatywnych, będąc gejami.
Oni troszkę chcieli nawijać o uczciwości, kiedy coś ukradli.
Oni chcieli mówić o chrześcijańskich wartościach z kochankami na boku.
Oni nie chcieli, żeby się wydało, że lubią z dziećmi.
I tyle.
Znaleźli się panowie z lekko rosyjskim akcentem i z nagraniami, które nie pozostawiają złudzeń co do tego, co było w czyich ustach.
PS:
Bardzo życzę panu Zbigniewowi Ziobrze zdrowia. Wykończył sporo ludzi,#@$%$#%, ale nie wypada nikomu życzyć śmierci. W związku z tym życzę mu lepszych baczków (ojej, włosy nie wypadają!), życzę mu kroplówek wracających zdrowie (o jakże go podnosi na nogi rewizja w domu!) i życzę mu PRAWDZIWEJ CHRYPKI, kiedy nie mówi do dziennikarzy.
Ode mnie: nie wypada się pastwić nad ludźmi. Może też Zerro ma raka albo i nie ma. Zawsze trzeba współczuć. Mamy tylko jedno życie i każdy z nas jest całym wszechświatem. Życzenie sobie, żeby przed czasem skolapsował jeden taki wszechświat jest nieludzkie. Ja naprawdę nie lubię pana Zbyszka za to, co robił ludziom w szczególności, a temu narodowi w ogólności. Tym bardziej, że dowodnie pokazuje swoim rumianym obliczkiem, jak masą potrafią kierować cwaniaczki bez talentu, zdolności i klasy.
Ale pomyślcie: kara śmierci to naddto za takie przewinienia. Nikt nie chce umierać, i nie bez powodu. W związku z tym mam szczerą nadzieję, że Ziobro jednak kłamie i jest zdrów jak rydz. A, przyznacie – precedensy są: ten człowiek, jak i większość gwardii Jarosława, jest niczym dotknięty czarodziejską różdżką. Rzadko prawdę mówi 🙂
Reasumując: nad pomysłami takich niedorobieńców jak najbardziej pastwić się należy, niekoniecznie nad nimi samymi. Sami karają się tym, jakimi są. Nie wiem, czy Ziobro zachorował naprawdę, czy robi z nas patryjotycznonacjonalistyczne bambuko.
Wiem jedno.
Mimo wszystkich limuzyn, poloru władzy, przeżyć i prostytutek na koksie na urzędniczych biurkach – oj, nie zazdroszczę obecnej sytuacji;)

