Nie dla poklasku

Nie dla poklasku

W internetach toczy się dyskusja w temacie zawieszenia sportowego komentatora Babiarza. Pokusił się on o interpretację utworu muzycznego i zaczął coś pierdolić o niebie i religii. Przez 8 lat władzy pisuaru, próżno było oczekiwać interpretacji Babiarza w kwestii demolowania demokracji i wprowadzania tylnymi drzwiami autorytaryzmu przez żoliborskiego kloszarda. Obecnie obserwujemy zjawisko interpretowania interpretacji Przemysława i jak zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wczoraj dobry ziom podrzucił mi interpretację zawieszenia Babiarza, autorstwa niejakiego Bąbola, który robi sobie podśmiechujki w sferze sportu.

Bąbol stoi murem za Babiarzem i ma do tego prawo. Zwrócił on uwagę na zaburzenia w nieodłącznym elemencie demokracji jakim jest wolność słowa. Ja zaś zwracam uwagę na to, że zarówno Bąbol jak i Babiarz nie wyli z oburzenia kiedy towarzysz Solorz, będący medialnym magnatem gasił jak pety wolność słowa Kabaretu Moralnego Niepokoju. Nawet się nie zająknęli. Od dekad wiadomo, że władza, dosłownie każda władza panicznie boi się szydery. Z powodu tych obaw w latach 80-tych, ówczesna władza upierdoliła fenomenalną karierę Jerzego Dobrowolskiego, który niezwykle trafnie i zawsze w punkt trafiał głupotę rządzących. Obecnie wracamy do tamtych tradycji. Smutne jest to, że kiedy innym dzieje się krzywda inni mają to w dupie.

Kiedy w grudniu 2016 roku wróciłem zjebany w nocy z roboty i zobaczyłem jaki cyrk odpierdala pisuar w sejmie, zrezygnowałem z randki z Martą, zapakowałem dupę w pociąg i pojechałem do Warszawy. Nie dla poklasku. Nie dlatego, że w transporcie działo się źle. Pojechałem, bo czułem, że powinienem tam być. Dla moich i Waszych dzieci. Babiarza i Bąbola, którzy teraz zauważyli jak ważne są pewne wartości, nie zauważyłem wtedy w Warszawie. Wtedy im widocznie pasowało. W 1942 roku powstało takie dzieło. Konkretnie w obozie Dachau.

Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po katolików, nie protestowałem. Nie byłem katolikiem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Podczas mojego pobytu w Warszawie nie widziałem również mojego kolegi z czasów mojej krótkotrwałej i żałosnej kariery w stand up’ie. Nie czuł on takiej potrzeby, bo miał robotę. Zaczął się upominać o wolność dopiero w momencie, kiedy w czasie pandemii zamknięto lokale w których występował i zarabiał na chlebek. Krzyczał głośno. Zapytałem więc, gdzie kurwa był jak władza dawała jasny przekaz, że skutecznie i z uporem maniaka będzie ograniczała nam wolność. Doczekałem się odpowiedzi, że on już wtedy myślał, że robią źle. Rozumiecie to? On myślał. Jak on myślał to ja marzłem w Warszawie, żeby on był wolnym człowiekiem. Nie traktujcie tego proszę jak narzekanie, ale jak zwrócenie uwagi na narodowy problem związany z permanentnym egoizmem.

zdjęcie ilustrujące: Jakub Kamiński PAP

https://patronite.pl/fleterkrzysiek.blogspot.com

Oceń artykuł

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.