Mistrzostwa świata w hipokryzji

Mamy całkiem nieadekwatny sport narodowy. W stosunku i do możliwości jak i do osiągnięć. Piłka nożna, phi, fi donc! Cóż tu można więcej dodać, poza masochistycznym, pokątnym zakonotowaniem dziesięcioleci wstydu i zawiedzionych nadziei? A wstydu większego nawet niż nadzieje…
A może by tak wymyślić jakiś nowy sport? Taki, w którym będziemy kosić wszystkie trofea nim reszta świata się połapie i zacznie coś w tym samym guście kombinować? Skoro mogą Brytyjczycy i Hindusi konkurować jako potęgi w krykiecie, a jakieś tam państewka kiedyś wpadły na curling – to może teraz pora na nas? Na coś spektakularnego, wybujałego, profesjonalnego i coś, w czym jesteśmy już teraz o parę długości stadionu przed resztą świata?

Hipokryzja.

SC Bezczelni kontra KS Obłudnicy. Wolty, od których tłumom zapiera dech; robinsonady, od których mdleją co wrażliwsi fani hooligani; a przede wszystkim kunszt w pysznej impertynenckości i prostolinijna hucpa wyniesiona na wyżyny artyzmu.
Tak, wiecie – widzicie – bylibyśmy w tym sporcie potęgą. Nie dawalibyśmy szans. Nie bralibyśmy jeńców.

Spójrzcie na taką Polską Zjednoczoną Prawicę Rzeczpospolitej. Niby każdy ze wszystkimi klepkami na miejscu już od paru lat zdążył się zorientować, że ten twór, czyli emanacja dość nieskomplikowanego a ponurego umysłu Jarosława Kaczyńskiego – to nasz przyszły czarny koń wszelkich zawodów w hipokryzji. Spójrzcie na samą nazwę partii Prawo i Sprawiedliwość – przecież to jest mistrzostwo – dwa kłamstwa i jednoliterowy spójnik. Majstersztyk.

Ale wiedzieć, a zobaczyć, to co innego. W tym przypadku przykład wart tysiąca słów, szczególnie tych kłamliwych, mielonych niczym koniczyna przez Dankę Koreankę. Pamięć ludzka jest ułomna, a już szczególnie w czasach, kiedy należałoby pamiętać aż tyle. Afery, powiadacie. Ale jak to spamiętać, skoro afera nie przypada już raz na miesiąc, nie raz na tydzień, już czasem nie raz na dzień nawet, a na przedpołudnie i popołudnie – i tak bitych osiem lat?! Jak to spamiętać, zinternalizować, zobrazować sobie? Nic dziwnego, że publiczność wymięka: to podobny problem, jak z rozmiarem Wszechświata. To, jakby powiedział pan Zenio spod budki z piwem: faktycznie duży, że ja pierdolę, ale weź pan sobie to wyobraź, panie!
Prawda, że wspaniały materiał na mistrzostwo? Nie jestem jakimś Gallem Anonimem, co to o korzonkach tkwił w zimnej klasztornej celi i pisał włosem z nosa przez czterdzieści lat, ani kolesiem, który miałby chęć układać najwyższy na świecie domek z kart w przeciągu. Ani mam czas, ani możliwości przedstawić całą barwną paletę tego oszałamiającego rozmiarami dzieła, które zwie się potocznie: „pisia hipokryzja”. Przerażony rozmiarami zjawiska pozwolę sobie tytko maznąć tu i ówdzie pędzlem, wychodząc co jakiś czas na powietrze, aby nie zatruć się oparami siarki dmącymi od tego pisiokatolickiego projektu, który próbuję wam naszkicować.

Ale po kolei. Jak uczą nas umysły największe, od Talesa i Platona począwszy, a na Hawkingu skończywszy – do rozważenia problemu należy zakreślić jego zakres, ustalić pojęcia, terminologię, oraz metodę dochodzenia do powtarzalnych wyników. Z racji skromnych wymiarów mojego pędzelka (doceńcie samozaparcie w tym wyznaniu) poprzestanę na zarysowaniu hipotezy, która po przeprowadzeniu tu i ówdzie wyż wspomnianych maźnięć pędzlem stanie się teorią.
Hipoteza owa brzmi tak: „Ludzie związani z obozem tzw. Zjednoczonej Prawicy robią dokładnie to samo, co zarzucają innym, tylko że… sto razy bardziej.” Nawiasem mówiąc, to jest zaokrąglenie – w bardziej dogłębnych badaniach podaję dokładniejsze dane: 104,356 razy bardziej w temperaturze pokojowej i ciśnieniu 995 hPa. Ale tu nie miejsce ani czas na takie nudnawe wyliczenia, więc zaokrąglam. Niezłe miejsca startowe w przyszłych I Mistrzostwach Świata w Hipokryzji, nieprawdaż?
A teraz troszkę quod erat, a więc demonstrandum (przypominam, że to tylko impresje, a nie pełen spis!):

Jarosław Kaczyński raczył był budować propagandową potęgę swoich przedsięwzięć biznesowych i politycznych na kamiennych tablicach, na których wyrył bezwzględną walkę z komunizmem, teczkami, agentami, komunistami i te wszystkie bajdy z mchu i paproci, które w trzy dekady sprowadził z poziomu poważnego dyskursu na poziom segregacji co bardziej stęchłych intelektualnych śmieci dla półgłówków. Zakonotujmy jednakże dla porządku: Kaczyński zbudował swój mit na rzekomym antykomunizmie i antyrosyjskości. A jednocześnie: do matury został przepchnięty przez komunistycznego ministra oświaty Kuberskiego, pisał był swój doktorat pod okiem marksisty Ehrlicha, który był tajnym współpracownikiem SB, w Grudniu ‘80 złożył ustną lojalkę u kapitana Szpitalniaka z SB, już w wolnej Polsce przez półtora roku gawędził sobie z sowieckim szpiegiem Wasinem przy wódeczce,  przejął po stanowojennym generale Milewskim jego sekretarkę, panią Basię, jego zawiłymi i poplątanymi interesami zarządzał tajny współpracownik SB Kujda, za przyszłą potęgą biznesową Porozumienia Centrum stały spore kwoty pieniężne z FOZZ (postkomunistyczny przekręt zwany funduszem zadłużenia zagranicznego), z afery ART B (Bagsik i Gąsiorowski rozmachali swoje machloje na byłych esbekach) i wreszcie – o wisienko na torcie! – Porozumienie Centrum zostało wsparte pieniędzmi pochodzącymi także z KGB od „bankiera” PZPR Quandta.
Nie wiedzieliście? To już wiecie.
Kryże jako wiceminister pisiej sprawiedliwości, stanowojenny prokurator Piotrowicz, oskarżający swego czasu opozycjonistów za ordery od WRON-y, a dziś zrobiony kaprysem małego wodza sędzią Trybunału Konstytucyjnego, agent SB zarządzający spółką Srebrna – a gdy to się wydało, idący w ministry…
Prawda, że piękny wstęp do rywalizacji o mistrzostwo świata w hipokryzji? A ile smaczków, ile cudnych asów serwisowych! Publika podnieca się zdjęciami Wałęsy czy Michnika z Magdalenki, gdzie to pito wódeczkę z Kiszczakiem – a zdjęcie dalej siedzi sobie tam nasz Jarosław przy kieliszku. Ale się nie zaciąga! Albo Okrągły Stół: trzydzieści lat tokowania o zdradzie, podczas gdy przy stoliczku siedział sobie nasz dzielny Lech Mniejszy I. Prawda, że trzeba być mistrzem bez cienia wahań? Że trzeba w to umieć, w tę bezczelność i brak wstydu?
Ale cóż, mało kto ceni dobre rzemiosło, liczy się wszak w igrzyskach widowiskowość, jak ktoś tę piłkę do tyłu przewrotką strzeli, czy coś… No ale to macie to na co dzień. Na co dzień! Piotrowicz krzyczący z trybuny sejmowej: „Precz z komuną!”. Sałatkowa Krycha po ZSMP tropiąca dziś prawnuków KPP. Macierewicz współpracujący z agentami GRU krzyczący o agentach i próbujący zrobić pucz w Polsce AD 1992, a dziś będący wehikułem foliarskich teorii spiskowych o tym, jak z Tuska Rusek albo inny tam Niemiec czy Kurlandczyk, czy tam Czech jaki może…

Lećmy zatem dalej. Nie wątpię, że nasłuchaliście się o „złodziejstwie” Tuska. No to tak zgrubnie z tym Tuskiem lećmy: podpisanie niekorzystnych stawek na gaz z Rosji – a to minister Jasiński, PiS (nawet bez czytania umowy, widać dostał telefon).
Krótka łopatologia dla ciemnego luda: jest dziura vatowska, więc Tusk kradnie VAT. Dziura vatowska jest w każdym kraju. PO zechciało proceder ukrócić. Wniosło pod obrady sejmu swoją ustawę. Którą po wygranych wyborach uchwalił już PiS. I ogłosił jako swój sukces! Uwaga: nie uważam, że PO to sam miód z orzeszkami, nie sądzę, że właściwym było czekanie aż osiem lat na temperowanie mafii vatowskich i nie uważam, żeby zwlekanie do końca kadencji, aż to się nie zdąży odpowiedniej ustawy uchwalić, żeby to było szczególnie chwalebne czy budujące. Ale znaj proporcją, mocium Panie!
No  cóż, dziura vatowska będzie zawsze. A zatem za Pinokia także istnieje – i – o zgrozo! – kwotowo jest większa rok do roku, niż za Tuska. Dodajmy sprawiedliwie, że nie jest o to szczególnie trudno, i że nie świadczy to o wzroście procederu wyłudzania: inflacja też robi swoje, trudno się spodziewać, żeby kwoty były mniejsze, skoro skumulowana inflacja za ostatnie dwa lata wynosi bodaj 50%. Niemniej olbrzymia luka nadal istnieje. Co na to pisia propaganda? Tusk „kradł” Vat, a Morawiecki z kradzieżą „walczy”. Piękne pole startowe, prawda? Ale potrzymajcie im piwo i patrzcie! To jest nic! To małe miki! Patrzcie na te piękne osiem metrów nad poprzeczką hipokryzji: Tusk ukradł OFE! Bo przeniósł jego połowę na konta ZUS, gdzie zaczęło profitować lepiej. Co nastąpiło potem? Morawiecki zrobił to samo. Ale – rozumiecie zasadę – bardziej. Otóż przesunął resztę OFE do ZUS, ale bandycko potrącił sobie z tej operacji 15 procent. Taki zmysł z handlu gruntami pewnie.
I co? I Tusk „złodziej”, a Morawiecki „mąż stanu”. I to nic nie zgrzyta we łbach wyznawcom. Nic a nic. Potrójny aksel z lądowaniem na medal.
No nic to. Czasem jednak trzeba zrobić fajerwerki, takie wejście w Olimpiadę, że się będzie następną dekadę gadało, takie granaty, że nas wszystkich rozerwą.
Podniesienie zadłużenia państwa z biliona do dwóch w siedem lat (poprzedni bilion rósł ćwierć wieku). Dwucyfrowa inflacja. Koszt obsługi obligacji państwowych absurdalny. Trzysta pięćdziesiąt miliardów pochowane kreatywnie poza budżetem, który jest już tylko świstkiem papieru. Spółki państwowe jako prywatny folwark partyjny zaprzęgnięty w służbie partii.
Ale to jest małe miki. Powoli dociera do nas, że czubek góry lodowej, to jest jednak tylko czubek. Że bezdzietna Krysia mówiąca o jałowych związkach to mała impresyjka. Że Jarosław Kaczyński tokujący o rodzinie i broniący polskich kobiet, to zaledwie kreseczka w imponującym muralu obłudy. Ludzie spod znaku „dobrej zmiany” w osiem lat zdążyli nakraść na MILIARDY. Tak, tak, nie mylicie się, ani ja się nie mylę: maseczki, wybory które się nie odbyły, respiratory, zakupy dla wojska, Orlen, mafia VAT w ministerstwie finansów, sprowadzanie lewego węgla na miliony ton z Rosji, afera z „tranzytowym” zbożem z Ukrainy, które pisie spółki upłynniły na miejscu, Wille plus, Fundacje, NCBiRy. To nie są miliony, nawet nie setki milionów. To są miliardy.
A Jarosław Kaczyński dzielnie pręży swą mężną pierś przy mikrofonie opowiadając… jak to rządy pod jego kuratelą powstrzymały złodziejstwo i trwonienie publicznego grosza! Jak mielibyśmy nie być mistrzami świata w hipokryzji? No jak?!

Media. Ojejejej, to biedna pisie wzmożenie moralne, biadające nad „mainstreamem” i kneblowaniem ust. Ci ludzie, którzy śmieli twierdzić, że mając za plecami cały ten ciemny motłoch reprezentowany swego czasu przez „Rzeczpospolitą”, „Wprost”, media Rydzyka, „Gazetę – hatfu! – Polską”, Salon 24, Wsieci, Wpolityce i pół Internetu… A przypomnę,  że liberalni słabeusze słabo rozpoznają nowe palenia Reichstagów: Tusk zostawił Wróblewskiego na stanowisku prezesa telewizji jeszcze dwa lata, Semka z Poiśpieszalskim posapywali pisie pieśni koło Lisa, ale, wicie, rozumicie, wtedy był zamordyzm…
Teraz jest wolność.
Obejrzyjcie „Wiadomości”, choć naturalnie to bardzo daleko idąca prośba. Jak to nie jest co najmniej drugi stopień na podium w mistrzostwach hipokryzji, to nie wiem, co nim jest. Na pewno pisi funkcjonariusze medialni są na pudle, bez dwóch zdań. Po tych dziesięcioleciach biadań na brak pluralizmu w mediach, na sekowanie „prawicy”, na kneblowanie ust! Rzekłbym, że to się nadaje do prasy. Nowy rekord w rzucie w dal hipokryzją, bez dwóch zdań. Kto tu pokonkuruje?
Ale zaraz. Może wykupienie większości prasy samorządowej przez pisiego oligarchę Obajtka i postawienie na czele tej prasy „dziennikarki” Kani, która zasłynęła tym, że naciągnęła byłego męża Kaczyńskiej siostrzenicy na niezłą forsę za wyciągnięcie z pierdla? I tym, że pozwalniała z prasy lokalnej każdego, kto ma choć odrobinę inne zdanie od czerwonej książeczki towarzysza Jaro? Kto wie, kto wyląduje na pierwszym miejscu. Ale rekordy nie ostają się tu długo. Nie macie uczucia oblepienia jakąś wszędobylską, cuchnącą, poniżającą breją? Ja coś tam wyczuwam. Słabo, bo mi nos urwało przy wtykaniu w nie swoje drzwi, ale jednak oczy łzawią.

O sądownictwie nawet nie piszę. Kucharka od TW Wolfganga wam wytłumaczy.

Choć może jeszcze jedno. Ostatnie maźnięcie pędzlem w tym tak dalece niepełnym wywodzie dowodowym.
Polska jest średnim krajem z potężnym potencjałem. Tak, czy siak, jest kulturowym zakładnikiem dwóch sił: cywilizacyjnej i wstecznej. Zawsze tak było, każdy kraj tak ma. Tylko epoki się różnią. To jest test na inteligencję Polaków. Na poziomie tego, który funduje się trzylatkom: czy sześcianik pasuje w okrągły otwór? Czy wolicie straszne zgniłe zachodnie społeczeństwa, które pozwolą facetowi założyć spódniczkę? Czy wolicie te prawowilne wschodnie społeczeństwa, które wymordują wam rodzinę do trzeciego pokolenia, bo facet założył spódniczkę?

Proste. Aż za proste. Można tak tygodniami. O złodziejstwie, nepotyzmie, głupocie, szaleństwie.

Ale ostatnio wystarczy jedno. Trybuny zamarły. Przeszła po nich meksykańska fala i zbiorowy jęk zachwytu.
Pisia parszywa zmiana CAŁKIEM INTENCJONALNIE wykorzystuje nienawiść. Do tego, kto inaczej myśli. Do tego, kto zawadza. Do tego, kto niezależnie widzi. Do tego, KTO ZADAJE PYTANIA. Zresztą – do każdego, kto jest na danym zakręcie przydatny: to się w PRL-u nazywało „mądrość etapu”. Lekarze, geje, nauczyciele, uchodźcy – kto tam w danym momencie najbardziej pasuje. Czy trzeba dodawać, że w takim układzie ofiary linczu mogą się zmieniać w sojuszników i odwrotnie w miarę zapotrzebowania wodza pisiej rewolucji? To przecież „oczywista oczywistość”: lud ma być sterowany z „narodowych” kołchoźników jak u Orwella. Kto nie z nami, ten przeciw nam – a cel uświęca środki.

A zatem, ostatnim maźnięciem pędzla, pozwolę sobie zadać Biuru Politycznemu KC PiS i partiom sprzymierzonym kilka pytań:

Czy kiedy wymyślaliście pytanie o referendum, wiedzieliście, że wasz korupcyjny układ sprowadził 350 tys. ludzi bez sprawdzenia?

Czy kiedy zarzucaliście Tuskowi jego uległość wobec imigracji relokantów – wiedzieliście, że mowa była o 2 tys. a wy wpuściliście tych tysięcy TRZYSTA?

Czy, gdyby Amerykanie nie zauważyli napływu terrorystów – nadal utrzymywalibyście w KUPIONYCH SOBIE MEDIACH, że wszystko jest w porządku?!

Czy budowa muru na granicy miała wam zmniejszyć konkurencję w korupcyjnym procederze?

Czy po to wzięliście media publiczne jak swoje, żeby szczuć ludzi na film Holland i jej mniemaną „żydowskość” jak na „Dziadów” w Marcu ’68 i po to, żeby nie wydało się, jak to odepchnięci spod drutów granicznych imigranci kupują sobie wizy w afiliowanej przez polski rząd firmie w Mińsku?

A teraz do ciebie, suwerenie. Wiesz, co oznacza łapówka, którą ci imć Kaczyński daje dla władzy? On ze swoją mafią bierze sto razy razy tyle, co rzuca wam.

BĘDZIESZ MIAŁ DZIESIĘĆ RAZY WIĘKSZY DŁUG. DZIESIĘĆ RAZY WIĘCEJ ZŁA. I DZIESIĘĆ RAZY WIĘCEJ ZAGROŻEŃ.

Mafia mówi ci, że ludzie innego koloru skóry są dla ciebie zagrożeniem. Mafia ustami swojego cappi di tutto capi straszy cię Armageddonem, który sama systematycznie i za łapówki wprowadza.

Ludzie. Idźmy na te wybory.

Chyba, że te igrzyska wam się podobają?

5/5 - (1 vote)

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.