Dramat pod tytułem:
Wybory samorządu klasowego.
I oto wujek Jarek bierze na chętne kolanka kolejnego młodzieńca. Podoba mu się ten zadziorny chłopaczyna: i przypierdolić fangę umie i za warkocz chwyci, żeby koleżanka klęknęła do berła. I najlepszych kolegów w mieście zna… To nie to, że wujek Jarek nie dał by szansy Misi, Ani, Zuzi. Dałby. Tylko baby głupie są takie. A tu od razu widać: fajny chłopak, tylko wędzidło by się przydało…
– I co Karolku, lubisz wujka?
– Co mam nie lubieć? Kazali lubieć, to lubię.
– Nieładnie Karolku. Chcesz być przewodniczącym klasy?
– Ja tam nie wim. Mogę być. Umię napierdalać, taki by się przydał dziadku, nie?
– Eeee… nie jestem taki stary…
– Że co?
– Nic Karolku, a chciałbyś ty dobrze robić? Żeby wszystkim dobrze było? Albo mnie?
– No jawa! Raz nawet ukręciłem łeb gołębiowi, żeby się nie męczył!
– No ładnie Karolku, ładnie, ale co myślisz o tych wyborach na przewodniczącego klasy?
– Nic nie myślę. Nie mam zdania.
(didaskalia: Wujek oddala się ze sceny. Ale słychać jego sceniczny szept, który wyraża się w absurdalnych wypowiedziach typu: „dajcie go do garderoby” i „wazeliny!”)
Jeśli już udało wam się otrząsnąć z tego wątpliwej jakości dramatu (a jest dramatycznie tragiczny jak głupota, która nas otacza) zapraszam na deser (tusz!), czyli rozterki leminga:
Pieśń leminga
(nieco tłumiona fałdą futerka żutą ze strachu)
Ze mnie jest małe zwierzątko,
Wiesz o tym najlepiej Panie,
Ale też modlić się mogę,
O łaskę i zmiłowanie.
Stworzonko ze mnie bezmyślne
(Przynajmniej mówią tak o mnie),
Lecz oczu mych czarne paciorki
Patrzą wokoło przytomnie;
I kulę się przez to ze strachu,
Bo skoro ja taki głupi,
Co czeka moje futerko,
Gdy przyszłość mi „mędrzec” kupi?!
Co wierzy, że Macierewicz,
W zamach jak i on wierzy
I że z tajemnej tej wiedzy
On się szaleńczo szczerzy.
Co wierzy z samozaparciem
Z katolickiego serduszka:
Naczelnik dwie płcie obroni
I kotkę by wziął do łóżka.
Co wierzy, że koty Prezesa,
O oczach drapieżnych, chciwych,
To są najczystsze kryształy
I kręg katolików prawdziwych.
Że „niezależny” kandydat,
Nieznany mu przed miesiącem,
To jest najlepsza obrona,
Przed Rzeczpospolitej końcem;
(Co jest o tyle tragiczne,
Że do myślenia wzywają
Ci, co już po raz drugi
Substytut wybierają…);
Więc teraz siedzę w swej norce
Próbując się jakoś skupić,
Dlaczego, według tych „mędrców”,
Akurat ja jestem głupi?
To nie ja spijam tembr wodza
Jak świętość i objawienie;
To nie ja robię z kurdupla
Kraju jedyne zbawienie.
To te mądrzejsze stworzenia,
Co tak namiętnie wierzyły,
Że dla ich fantasmagorii
Trump zechce otworzyć żyły.
Zatem drżę coraz bardziej,
Bo wiem. co się zdarzyć może:
Pobiegnę nad to urwisko,
A tam już mędrców morze:
Skakali będą przede mną,
Z rozpędu, na główkę, z obrotu;
Albowiem ich piękne harce
Sam wódz jest oklaskać gotów.
Popatrzę więc dobry Boże
Wyroków twych nie wiadomo,
Alem wrócił do norki,
Bom ja niemądry ponoć…

