Królowa Matka

Świat wpadł w spiralę szaleństwa. W korkociąg, niczym samolot, który po przeciągnięciu spada bezwładnie jak liść, na próżno próbując nabrać pod skrzydła brakujące poduszki powietrzne.

W ubiegłym wieku zwariował dokumentnie już dwa razy. Przy obu okazjach koszmarnie, choć za drugim razem już tak spektakularnie, iż tym, którzy z tej pralki wyszli wydawało się, że to jednak musi być ostatni raz. Stopień zezwierzęcenia ludzkości sięgnął takiego zenitu, że ze względów czysto pragmatycznych nikt nie spróbuje takiej zabawy jeszcze raz. A już na pewno nie masowo.

Tak się wydawało. Aż do teraz.

Lekcja została przerobiona na tyle gruntownie, że dała z grubsza spokój światowy na ponad osiemdziesiąt lat. Pomimo arsenałów atomowych, walki mocarstw o wpływy, setek lokalnych konfliktów, rzezi i wojen; cienkich, czerwonych linii przekraczanych raz po raz – układ był w miarę stabilny, BO LEKCJA BYŁA ZBYT ŚWIEŻA.

Ale osiemdziesiąt lat – to parę generacji. Kolejne liczne miliardy ludzi, którzy, będąc tak różnymi, są jednocześnie tacy sami. Rządzeni instynktem, pożądaniami, chciwością, propagandą, głupotą, nienasyceniem, zawiścią i kompleksami. Poprzednie lekcje powściągnęły nieskrępowaną manifestację tych cech, zwanych wcześniej, jakże zabawnie, „interesem narodowym”, „interesem klasowym”, albo „czystością rasową”. Do czasu. Do czasu, aż pamięć lekcji się zatarła.

A teraz żyjemy w czasach technicznie dużo bardziej zaawansowanych. Oznacza to niestety nie tylko rozwój środków, które służą człowiekowi, ale także takich, które służą jego prześladowaniu, kontroli i ostatecznie eliminacji. Są to narzędzia bardzo wydajne, nowoczesne, zaczynające przerastać swego twórcę złożonością – i co szczególnie przerażające – w obu wypadkach potrafią to być narzędzia te same.

Że drony, wirusy, broń chemiczna, rakiety hipersoniczne? Eeee tam. Internet, media społecznościowe, AI, technika rozpoznawania twarzy, propaganda, reklama, dezinformacja, fałsz, nienawiść.

Ludzie nieszczególnie zmienili się emocjonalnie i psychologicznie: w gruncie rzeczy są wciąż tym samym gatunkiem, co dziesięć, dwa i tysiąc lat temu. Znacząco zmieniło się natomiast ludzkie otoczenie. I nie chodzi tu o banalne „miasto – masę – maszynę”. O nie, niestety nie.

Populiści wszystkich czasów i kręgów kulturowych świetnie wiedzą – bądź wyczuwają – jaka emocja w ludziach jest naprawdę pierwotna. I jaką emocją najprościej ludźmi sterować. A tą emocją jest STRACH.

W związku z czym wszystkie poprzednie lekcje rozpoczynały się podobnie: zarazą, nietolerancją, głodem, starciem na tle religijnym, kryzysem gospodarczym – wszystkim, co mogło napędzić panikę w ludzkim stadzie. A kiedy ta panika wybuchnie z racji na wypadki, albo tylko umiejętnie podsycana, ci populistyczni wariaci, którzy potrafią tą panikę okiełznać dla własnych celów – przejmują władzę. Władzę przejmują ci, którzy najumiejętniej wtedy ludzi NASTRASZĄ. Co kończy się zresztą zazwyczaj podobnie: masową rzezią, a w przypadkach łaskawszych bankructwem i nędzą całych krajów. Ponieważ poprzednie lekcje bledną wobec paniki: strach uniemożliwia ludziom racjonalne myślenie. I dzieje się to wstrząsająco szybko.

Choć nigdy nie działo się tak szybko, jak dziś. Z powodu środków, o których wspomniałem.

Przypomnijcie sobie siebie z początków 2019 roku. To jakby wczoraj, prawda? A teraz rozejrzyjcie się wokół, popatrzcie na amok, w jaki wpada świat. Wyobraźcie sobie, że opowiadacie samym sobie sprzed tych zaledwie pięciu lat, co się teraz dzieje. Uwierzylibyście?

Och, ale przecież już mamy bardzo wydajny Internet i bardzo wydajne AI. Już nie ma powodu, żeby nie wierzyć W COKOLWIEK. AI nam to nawet narysuje i sfilmuje. Szybkość przepływu informacji i propagandy stale rośnie. Masowe  przenoszenie się ludzkości do wirtualnego świata niszczy osadzenie w realności. Że przesadzam? O nie, nie przesadzam, rozejrzyjcie się jeszcze raz. Każde kolejne pokolenie jest coraz mniej osadzone w świecie materialnym. Ma coraz mniej bezdyskusyjnych autorytetów, a, szczerze mówiąc, dziś nie ma ich już wcale. Jak w takiej sytuacji zachować poczucie rzeczywistości? Książki? Nikt ich prawie nie czyta. Nauka? Nie ma w Internecie gradacji i weryfikacji treści. Autorytety? Zostały zniwelowane i rozproszone. Szczera rozmowa? Przecież nie wiadomo, czy nie rozmawia się z botem.

W ten sposób rzeczywistość się rozmyła, nie ma w niej oparcia, nie ma nic pewnego, żadnej prawdy, półprawdy, czy choćby ćwierćprawdy. Wszystko stało się umowne, negocjowalne, płynne i niepewne.

Czy w takich warunkach jakiekolwiek historyczne lekcje, szczególnie dla ludzi młodych, cokolwiek jeszcze znaczą? Skoro RZECZYWISTOŚĆ, dzielona między gry, socjalmedia, awatary, cały ten fałszywy NIERZECZYWISTY zgiełk stała się bajką – jakże bajką ma się nie stać historia?!

I oto mamy cały ten klops: ludzie pozbawieni już rozeznania, co jest prawdą, a co nie; ludzie pozbawieni odniesienia do jakiegokolwiek autorytetu, ludzie osaczeni przez jakie bądź wstrząsy egzystencjalne (choćby nieporównywalne mocą z niegdysiejszymi) – wpadają w panikę, szaleństwo, amok pędzących w kółko owiec. Nie ma już dziś nic wystarczająco absurdalnego, fantastycznego, nieprawdopodobnego, czego nie dałoby się sprzedać za prawdę objawioną ludziom pozbawionym oparcia w rzeczywistości. Starczył Covid, trochę chińskiej i kremlowskiej propagandy, pomniejszy kryzys gospodarczy – i zachodnie społeczeństwo zaroiło się oszalałymi ze strachu wariatami. Płaska Ziemia, chipy w szczepionkach, szkodliwe fale telefonii komórkowej, żydowski spisek depopulacji białych, oszustwo klimatyczne, straszne miliony imigrantów z nożami w zębach – koniec rozsądku, ludzka masa postradała zmysły, z lęku wyrzekła się trzeźwości, dystansu, logiki. I stała się podatna na propagandę, dezinformację i populizm, jak wiele razy w historii dotąd, ale pierwszy raz tak błyskawicznie.

Wróćmy jeszcze raz do 2019 roku. Jeszcze pogrzebmy sobie w tamtych nieoszalałych mózgach. Opowiedzmy taką historię:

Wybory w USA wygrywa człowiek, który spowodował atak oszołomskich bojówek na Kongres. Czyni swoją prawą ręką najbogatszego człowieka świata, który zachowuje się dokładnie jak dystopijne koncerny opisane w ostrzegawczych powieściach XX wieku. I nawet wygląda stosownie do tej roli, w przeciwsłonecznych okularach pod dachem, bez kompetencji społecznych, z dziwacznymi nawykami nazywania własnych dzieci ciągiem bezsensownych liter i z twarzą ściągniętą w półmartwą maskę.

Poza tym w jeden miesiąc urzędowania ten nasz piękny, świeżo upieczony prezydent póki co najpotężniejszego imperium świata w historii: chce z Kanady zrobić kolejny stan USA, zaanektować Grenlandię, Kanał Panamski, Strefę Gazy, chce przesiedlić dwa całe narody, w tym jeden (Burów z RPA) do siebie, likwiduje zdolności obronne NATO, chce się podzielić Ukrainą i jej bogactwami naturalnymi z Putinem, skłóca cały świat zachodni szastając cłami na prawo i lewo, Muskowi pozwala w zasadzie demontować administrację USA i generalnie międzynarodowe agendy Stanów, oraz pozwala mu wejść do Departamentu stanu i pozyskać dane wrażliwe wszystkich amerykańskich obywateli (prywatnemu przedsiębiorcy i właścicielowi najpotężniejszych mediów socjalnych). To, że zmienia ot tak nazwę Zatoki Meksykańskiej, to już w sumie mały pikuś, w końcu ten prymityw mógłby zażądać zmiany nazwy naszej planety na Trumponia na przykład, przecież Musk mu stosowne zmiany w mapach Google wprowadzi. Jak tam w 2019 roku? Za ostre sci-fi? To niemożliwe, żeby taki potworny populista znalazł kilkadziesiąt milionów ludzi, którzy kompletnie nie skleją, że za nałożone na importowane towary cła TO ONI ZAPŁACĄ?!

Tak, taka jest skala zidiocenia tej oszalałej ze strachu masy, straszonej imigrantami, szczepionkami i upadkiem cywilizacji.

Jak się ma do tego polskie podwórko? My przerobiliśmy to nieco wcześniej. Można by chyba powiedzieć, że, jak rzadko w czym, tu akurat byliśmy ostatnimi czasy prekursorami. Ba! Z właściwą Polakom wieczną przekorą na razie ten eksperyment zakończyliśmy, podczas gdy świat uparł się go doskonalić.

Jest dość jasne, że skoro Trump z Muskiem postanowili iść w populizmie na całość, podsycając maksymalnie ludzkie lęki i współgrając tym samym także z rosyjską racją stanu i rosyjskim modus operandi, to także w stosunkach z Europą narobią tyle szkód, ile tylko zdołają. Z powodów merkantylnych, narcystycznych, psychiatrycznych i geopolitycznych chcą zaorać Europę, zatem Elon Musk wspiera w Europie siły prorosyjskie, dezinformacyjne, bazujące na strachu społeczeństw i atawistyczne. W Niemczech silnie wpływał na wybory popierając populistyczną i prorosyjską AfD. Wobec zbliżających się wyborów prezydenckich w Polsce zaczął pod swoim nazwiskiem postować artykuły promujące pewną partię.

Pewnie nie musieliście się przesadnie długo namyślać którą, prawda?

W dodatku zapostował artykuł z… „Gazety Polskiej”. Aż chciałoby się rzucić cytacikiem: „Mają rozmach, skurwysyny”. Generalnie stanęliśmy obecnie w obliczu takiej oto niewesołej sytuacji, że najbogatszy człowiek świata, o parszywych intencjach (jak się okazało, choć przecie psychologowie trąbią od niemal stu lat, że większość dobrych menedżerów to psychopaci i taka sytuacja była w sumie kwestią czasu), posiadający możliwość sterowania algorytmami jednych z najpotężniejszych mediów na świecie i decydowania, jaki fałsz zostanie tam okazany oszalałemu stadu jako prawda – ten człowiek pragnie mówić obecnie jednym głosem z putinowskimi farmami trolli.

Wydawałoby się, że w zaistniałej sytuacji już niemal jawna ruska pacynka na stanowisku prezydenta USA powinna wszystkich Europejczyków odrzucić ze wstrętu. Ale któż to w Polsce nadal kocha orangutana z brzytwą, kocha miłością wielką i niespełnioną? Znowu nie musieliście się wysilać, prawda? Jest taka sekta w Polsce, która nadal patrzy w tego pajaca, jak żaba w tęczę. Jak to możliwe? Jak do cholery ludzie, którzy od dekad odmieniają słowa „patriotyzm” i „niepodległość” przez wszystkie przypadki, jak tacy ludzie mogą nadal bronić człowieka, który stał się NAJWIĘKSZYM ZAGROŻENIEM NASZEGO NARODOWEGO BYTU PO PUTINIE?!

Dokładnie tak, jak już to wcześniej wiedzieliśmy, a znajduje to teraz tylko swoje potwierdzenie. Ta polska, kacza „prawica” (której postulaty są zresztą w większości lewicowe) to jest bezmyślna sekta. Hordy zombie, sterowane przez jeden główny mózg, który do nich nie należy. To są ludzie, którzy tak dalece zaprzedali dusze propagandzie i ideologii, że kompletnie stracili umiejętność myślenia. Są jak mrówki sterowane feromonami przez królową matkę: nawet ginąc nie są już w stanie zmienić paradygmatu działania, zmienić czegokolwiek w swojej zależności od wrytych na amen w trzy zwoje mózgowe wzorców, zareagować choćby zdrowym rozsądkiem, już nie mówię pogłębioną analizą faktów. A ich „królowa kaczka” nie dość, że zawsze była dość antypatyczna i populistyczna, teraz ze starości zgłupiała do szczętu i także straciła kontakt z rzeczywistością, nawet na tym swoim wcześniejszym, intrygancko-cwaniackim poziomie. Śmiech mnie pusty ogarnia, kiedy sobie przypomnę rozrastanie się sekty: te ich pohukiwania o „lemingach” i że „myślenie nie boli”. A teraz pójdą na rzeź niezdolni do jakiejkolwiek rewizji skostniałych poglądów. W czym zresztą jako żywo przypominają komunistów i ich wieczne fastrygowanie teorii do kłopotliwych faktów.

I teraz, na naszych oczach, żałośnie przykrajają tę swoją kaczą rewolucję do Trumpa. Nie boją się żadnego ośmieszenia, żadnej żenady, żadnej kompromitacji – bo ideologia stała się tak bardzo ich tożsamością, że nie mają już innej. Ich cudny prezydent, ten pożal się Boże figurancik z minami Mussoliniego dwanaście godzin leciał w jedną stronę, żeby dosłownie zostać spoliczkowanym przez Trumpa dziesięciominutową rozmową przy popielniczce. I czytam oto, jaki to był niebywały „duplomatyczny” tryumf… Nie, ci ludzie nie są tylko szaleni: oni są przez swoją ślepotę, przez swoją sterowaną głupotę, przez zatracenie możliwości używania rozumu – po prostu groźni dla całej reszty. Biedni, bezmyślni samobójcy. Szkoda tylko, że za ich sekciarską bezmyślność zapłaci także cała normalna reszta.

Ci ludzie tak bardzo oddali się propagandzie i wierności wobec niej, że stracili jakąkolwiek możliwość trzeźwego osądu sytuacji. Meine Ehre heisst Treue. Poznajecie? Zaczynam sądzić, że gdybyśmy dostali się w orbitę wpływów Putina i zostali wyciągnięci z Europy w stare, koszmarne położenie – oni NADAL tłumaczyliby, że nie jest źle, bo przynajmniej jest „moralnie”, a nie to, co w „zgniłej Europie”. Myślicie, że nie? Że te kadłuby, które wyrzekły się rozumu za propagandowe paciorki nie uwierzą i w to? Tak, tak, właśnie ci „prawdziwi patrioci” i „prawdziwi katolicy”, ci sami…

Bo są oderwani od rzeczywistości w stopniu wprost niewyobrażalnym. Oto niezmiernie religijna i „moralna” poślina w UE, Tarczyński, ten umoralniacz, ten nauczycielpapieży, ta czerwona na gębie tłusta nadzieja całej przyszłości chrześcijaństwa ze słowem nienawiści na gębie i z rasizmem w robaczywej duszyczce, ten czołowy wdupowłaz Trumpowi – bo wszak złodziejski oszust, ruski wycieruch, wielokrotny gwałciciel i amator sypiania z gwiazdkami porno to w umyśle kaczego sekciarza obrońca chrześcijaństwa – otóż ten oto czerstwy buc zwrócił się do piosenkarki Madonny na Twitterze w te oto słowa:

„We dont give a single fuck about your lunacy. American people have spoken once again. Go fuck yourself as you do on the stage for money. Btw: If you dont like it move to Canada or Mexico.”

Czyli:

„Nie obchodzi nas twoje szaleństwo. Amerykanie po raz kolejny przemówili. Idź się pierdolić, tak jak to robisz na scenie dla pieniędzy. Btw: Jeśli ci się nie podoba, przeprowadź się do Kanady lub Meksyku.”

 

Nie, cham i prymityw Tarczyński nie ma amerykańskiego obywatelstwa. I on każe komuś takiemu jak Madonna wypierdalać z Ameryki. Rozumiecie to oderwanie? Tę całkowitą i bezkompromisową bezmyślność? Ten brak wstydu, wychowania, proporcji, sensu i zwykłego rozsądku?

Ja też nie. Ten facet ma po prostu pustą czaszkę, bo rozum oddał w pacht diabłu, podobnie jak duszę. A że diabeł po tej i tamtej stronie oceanu wygląda komicznie, jest totalnym prostakiem i nabiera tylko najbardziej wystraszonych głupców? Że jest koślawy, niewydarzony i dla ludzi myślących na pierwszy rzut oka i dalsze po prostu odpychający? To nie ma znaczenia: tym bardziej ucieszą go uczynione spustoszenia. Podobnie jak tym bardziej cieszą go wszelkie nieprawości czynione z paciorkiem w rękach i przed ołtarzami „miesięcznic”. Bo diabeł, drodzy moi, istnieje – ale nie jako byt idealny (choć może też, nie moja sprawa), ale ta część natury ludzkiej, która w niszczeniu, poniżaniu i dominacji nad innymi widzi jedyne zaspokojenie. Myślicie, że ten zadowolony z siebie ciemniak Tarczyński to ewenement? To się rozejrzyjcie. Przypatrzcie się dobrze tym rojom umoralniaczy, którzy nas obsiedli jak muchy. Tym  „chrześcijanom” po trzecim rozwodzie, unieważnieniu małżeństwa po dwudziestu pięciu latach, rżnącym pozamałżeńsko koleżanki w biurach organizacji „katolickich”, kradnącym wszystko, co nie przyśrubowane do podłogi, perorującym o świętości małżeństwa, podczas gdy mają stado dzieci ze zdrad małżeńskich, tym kryptogejom tworzącym całą partię przybudówkę, tak surową moralnie, z takim poświęceniem walczącą z LGBT… Przypatrzcie się dobrze tym posłankom, które przyprawiają mężowi rogi z jakimś cieciem bez matury, robiąc z niego szarą eminencję w spółkach skarbu państwa, tym posłankom, co zmajstrowały dzieciaka zdradą, a teraz pitolą o świętości małżeństwa, tym pięknym katoliczkom klęczącym w kruchcie u Rydzyka, co okradły najbiedniejszych z darów PCK…

 

No cóż. Jako się rzekło na początku, za sprawą dość granicznych problemów ludzkości z autorytetem, wiedzą i poczuciem realności tacy ludzie ustawili nam móżdżki całej rzeszy prostaczków. Którzy to prostaczkowie, jak się obawiam, zaczną usprawiedliwiać żądania Trumpa do posiadania przez USA Księżyca. A że ten szajbus tego zażąda, to jest niemal pewne.

Nie wygląda to różowo. Ba, wygląda nawet bardzo źle. Ludzkość znalazła się na kolejnym zakręcie, na którym jej gadzi mózg pod wpływem prastarego impulsu strachu może ją całą unicestwić. I to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej: ewolucja przyśpiesza sprowokowana naszymi własnymi wynalazkami i skoro zechcemy cofać się w stosunkach międzynarodowych do najczarniejszych kart naszej historii, to miejsce po naszym szalonym gatunku tym prędzej przejmie AI. Że brzmi nieprawdopodobnie? Obyście się za pięć lat nie cofali do obecnego roku, jak prosiłem was o cofanie się do2019…

Czy są jakieś pozytywy tej sytuacji? Zawsze jakieś są. Wszystko wskazuje na to, że szykuje się kolejna hekatomba, tym razem idąca już nie w dziesiątki, a w setki milionów. Ale rzeczywistość jest niezwykle złożona, czasem bywa tak, że szalonym zbiegiem okoliczności do katastrofy jednak nie dochodzi. Tak wiele jest zmiennych. Zatem, choć robi się coraz ciemniej, a na horyzoncie błyska, nie tracę nadziei. Lęk ogłupia ludzi. Ale czasem też zmusza do działania.

Może, jak pisał o Stanach Ameryki Wańkowicz, znowu okażą się dinozaurem. Jak coś go ugryzie w ogon, to zanim przez całe wielkie cielsko sygnał dotrze do móżdżku, to sobie coś go gryzie. Ale kiedy już dotrze… Z Putinów, Trumpów, Orbanów, Kim Dzog Unów i Xiao Li może nie zostać mokra plama. Oby wcześniej, niż później.

Może, zmuszona zewnętrznymi okolicznościami, Europa stworzy wreszcie potężne, liberalne i silne wieloma kulturami JEDNO PAŃSTWO. Ze swoimi lokalnymi patriotyzmami: Polaków, Węgrów, Hiszpanów, Niemców, Austriaków, Szwedów, Chorwatów, Czechów, Bułgarów –spojonymi w tym silniejszą całość. I jeszcze raz stanie się forpocztą cywilizacji. Takiej cywilizacji, która nie boi się tego, że do władzy dojdzie jakiś mużyk z nierozwiązanymi problemami z dzieciństwa i będzie gotów zaryzykować istnieniem całej cywilizacji dla swojego ego, albo choćby gej z problemami tożsamościowymi i paskudnym charakterem, który z czterdziestomilionowego narodu zapragnie zrobić swoją bezmyślną i bezwolną własność. Bo albo to, albo nastanie kolejne –naście lub -dzieści lat koszmaru.

Może już czas, żeby kolebka nowoczesnej, liberalnej cywilizacji – skoro swego czasu rozpętała na Ziemi przerażające piekła – potrafiła także ze swej spuścizny religijnej i kulturowej wydobyć eksperyment odwrotny. Powrót rozsądku, wolności, myślenia, wartości.

To da się zrobić.

My to MUSIMY zrobić.

Tylko czasu tak cholernie mało…

 

Oceń artykuł

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.