Na powyższym zdjęciu widać jedną ze scen zaciętej obrony Michała Wosia przed odebraniem immunitetu. To ten duży po lewej. Przy stole prezydialnym prezes Kaczyński, obok zawsze spolegliwy Paweł Kukiz, a z odsieczą zmierza wierny giermek prezesa, czyli Mariusz Błaszczak. Tak oto wyglądają Okopy Świętej Trójcy w inscenizacji PiS. Warto wiedzieć, że zgodnie z regulaminem sejmu, od zawsze jest tak, iż cała dyskusja odbywa się na posiedzeniu komisji regulaminowej. Na sali plenarnej głos zabiera tylko sprawozdawca komisji i może zabrać głos poseł, którego dotyczy wniosek o odebranie immunitetu.
To zdjęcie pokazuje nam, z czym się jeszcze będzie Sejm mierzył wielokrotnie. Bo Michał Woś to tylko pierwszy z wielu przestępców z poprzedniego rządu. W kolejce czekają wnioski o odebranie immunitetu Marcinowi Romanowskiemu i Dariuszowi Mateckiemu. Mówi się jeszcze o kolejnych, ale póki nie ma wniosków, to nazwisk nie będziemy wymieniać, by nie zajmować się plotkami. Działacze tzw. Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry to jest „crème de la crème” przestępczej działalności poprzedniej władzy. Część urzędników i beneficjentów złodziejskiej działalności już czeka w areszcie. Woś to nie jest żaden pionek. To wiceminister, podobnie jak Romanowski. A grono zaufanych było nieduże i ściśle określone.
*
Okopy Świętej Trójcy to tytuł nieprzypadkowy. Prawo i Sprawiedliwość od dawna szermuje hasłami patriotycznymi i religijnymi. Skojarzenie z romantycznym dramatem było więc dość oczywiste. Gdy totumfaccy Kaczyńskiego usiłują bronić swoich złodziejskich machlojek na podorędziu mają zawsze patriotyczno-katolickie slogany. Żadnych argumentów, sama propaganda. A to dopiero początek. Dzisiejszy wyrok NSA w sprawie wyborów kopertowych otwiera drogę do postawienia zarzutów Morawieckiemu.
Są też już wnioski o uchylenie immunitetu sędziowskiego: Łukasza Piebiaka, Arkadiusza Cichockiego, Jakuba Iwańca oraz Przemysława Radzika. Jednym słowem to przecież bohaterowie afery hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Pamiętajmy, że jeden z jej bohaterów uciekł na Białoruś. Do zarzutów karnych powoli dołączają też żądania finansowe. Organizacja Roberta Bąkiewicza ma w ciągu dwóch tygodni zwrócić nienależnie pobraną dotację w kwocie 75 tysięcy złotych. Z wielu stron słychać głosy, że to za wolno, że trzeba już i teraz i najlepiej to wczoraj. Ale przecież nam nie chodzi o dyktaturę, tylko o demokrację. Więc to musi potrwać. Jak to pisał poeta:
Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie,
Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie.
