Motto:
Główna wada narodowa, rysując ciut temat,
To przeświadczenie Polaków, że takich wad nie ma.
zbieżność postaci, nazwisk, miejsc i wydarzeń czysto przypadkowa
Tak i odpadło koło od kolaski, na parędziesiąt stajań przed Warszawą zaledwie. Że już ciemniało, rady nijakiej innej nie było, tylko do Żyda do gospody podejść, a stelmacha to chyba nazajutrz szukać. Nie bardzo się to widziało panu Kiełpiczowi, ale cóż czynić, wyroki boskie.
W karczmie było tak, jak się i był spodziewał: brudno, hałaśliwie, smrodliwie. „A przyjdzie pewnie i weszki jakieś złapać i z pluskwami po nocy się użerać” pomyślał nie bez rozdrażnienia, ale znalazłszy jaką ławę nieco mniej kleistą i błockiem mniej uwalaną, zadarł nieco poły fraka i usiadł z miną cierpiętnika. Rozdysponował wcześniej sprawy lokajczykom, więc i tak nie miał nic do roboty, z tej beznadziei upić się chyba. Ale bo to czy mają w takiej mordowni aby wino dobre, aby mozela jakiego czy wódki lepszej? Piwsko najmarniejsze i wińsko jak od maciory, a i to chrzczone. Rozejrzał się z rezygnacją po ciemnej izbie i rychło tego pożałował, albowiem oczy jego skrzyżowały się z mętnym spojrzeniem pijanych oczu starosty upickiego, Tarczyńskiego.
– Tuś mi, panie bracie!
– „Kurwa nad kurwami kurwą poganiała” – pomyślał smętnie Kiełpicz. Snadź faktycznie, jak powiedają, nieszczęście stadami chodzi.
Lazł do niego ten pijany wieprz, krajan, psiekrwie. Ledwo trzymał się na nogach, ale go wypatrzył. No, po prawdzie mówiąc, to i trudne nie było, bo się lubił nosić Kiełpicz z francuska, ostatnią modą. A w miejscu takim jak to – zmiłuj się Panie – to się bardzo w oczy rzucało. Tarczyński siadł naprzeciw, stęknąwszy, kuflem o ławę wyrżnął, beknął z ukontentowaniem i wpił pijane, świńskie oczka, ginące w tłustej twarzy, w Kiełpicza.
– Tuś mi, powiadam! A co to taką personę do Warszewy sprowadza? – Tarczyński splunął rzęsiście na klepisko i rozmazał buciorem – Na sejm jedziemy panie Bracie, na sejm pewno się turbujemy jakże to nie, jak tak, dobrze powiedam, czy niedobrze?
– Dobrze powiadacie, panie, na sejm, obowiązek spełnić.
Tarczyński zarechotał – Obowiązek? A jużci, wierę! W tych fatałaszkach nie wyglądasz pan na jakiegoś skrupulanta.
– Z Paryża wracam. Szczęścia tam trochę miałem, z Helwecjuszem, Monteskiuszem, Wolterem samym rozmawiałem, ale krótko, bo on taka persona, że gdzie mnie t…
– A co to za dziwaki? Słyszałem o tym jednym, heretyk, ateusz, wstyd o takim i wspominać, bo z Lucyferem jego sprawki, wstydź się acan! Takie to tempora nastały, że byle dziwkarz i rebeliant przeciw porządkowi boskiemu występuje. A to i słuchy chodzą, że te Francuzy bardziej kurwom podobne, a i chłop z chłopem tam się pono kładzie! To nie i nas takie zgnilizny, nie u Słowian, nie u Sarmatów!
– Nie u Słowian? A wiesz pan, panie Tarczyński, że i Imperatorowa ma w poważaniu Woltera, a i gościła go na dworze, takoż Jakuba Rousseau i innych? Snadź ona też potrzebuje jakiej myśli ożywczej!
– Acan suponujesz, że ona tego Woltyżera potrzebuje? Powiem waści w tajemnicy, że ta dziwa ogiera potrzebuje, nie jakiego Francuzika i to niestety ogiera, o jakim asan explicite imaginujesz. Ale ona swoja, potężna i żadnych tam fircyków tolerować nie będzie! Tego zgniłego, francuskiego zamtuza!
Smród przetrawionej cebuli i gorzały zaczął wyciskać Kiełpiczowi łzy z oczu.
– Nie masz narodu nad sarmacki, my z Matką Boską skoligaceni, to i z samym Panem Jezusem Przenajświętszym, a On, w boleści swojej, na takie brewerie patrzeć już nie może: a że to się chamów nad stan wynosi, wbrew porządkowi boskiemu, a to, że się na pomazańców bożych i wiarę przenajświętszą rękę podnosi, tfu, coby uschła!, a że to się wbrew porządkowi boskiemu o jakiej równości między mną a chamem mówi, a to, że się tradycji nie szanuje i starszeństwa nie obserwuje. Patrz asan na te swoje fatałaszki: a nie wola to się jak chłop ubrać? To z takich strojów chłop z chłopem zlega, Sodomię z Gomorią robiąc, na ogień z nieba pobożnych narażając! Hatfu, toż to bić trzeba i zabijać, w Imię Pańskie!
– Pan się chyba zapominasz!
– Ja!? A to nie waść do tej zgnilizny peregrynował?! Nie waść nasze interesy i zdrowie moralne na szwank tam narażał?! Taki z waści patriota?!
– Mości Tarczyński! Mości Tarczyński! Nie pan mnie będziesz patriotyzmu nauczał! Po to jadę, Rzeczpospolitej bronić, bo wróg u bram! Już to i otwarcie mówią, że ambasador carycy więcej w Polsce może, jak i król sam! To nam teraz radzić należy, jak Rzeczpospolitą z bagna wyprowadzić, jak ją reformować, jak przeciw wrogom opatrzyć! I po to trza nam z mądrymi dyskutować, rady jakowejś szukać, po świecie koligacyj i wsparcia!
– Aaaaa… tuś mi, bratku! Reformy! Reformy powiadasz?! A ja nie pozwolę! Veto! Żadnych reform w ustroju Rzeczpospolitej nie będzie, bo on jest wzorem doskonałości i te Francuzy i Wittelbachy mogą go nam tylko pozazdrościć!
– Bój że się Boga, starosto Tarczyński, przecie jak rady żadnej nie przedsięweźmiemy, to nas Katarzyna zaanektuje!
– A to źle?
– Czy mnie uszy mylą, panie starosto?! Pan mi tu przed chwilą o patriotyzmie duby smalone żeś prawił!
– A ot i wyszła dratwa z worka! Patriotyzm to dla waści duby smalone?
– Przec wy starosto nie widzicie nic złego w rządach Katarzyny, na litość boską!
– Ano, tak po prawdzie, to i nie widzę – Tarczyńskiemu dymiło się z podgolonego łba coraz bardziej – tako rzekę! I więcej jeszcze, a co! Vivat Imperatorowa, polskiej cnotliwości, wiary Obrończyni i Salvatorka! Niechże wolności szlacheckie zachowa, niechże o wiarę świętą dba, niechże rody znamienite koligaci!
Kiełpiczowi włosy stawały dęba. Zimny dreszcz ciekł mu jak rtęć po krzyżu, włoski na rękach unosiły się, jak w czasie burzy. Wycedził przez zaciśniętą, drgającą szczękę:
– Jedno mnie, panie starosto, zastanawia. Jakeś pan tym starostą został…
– Ach, Władeczku…
– Kiełpicz, jeśli łaska.
– A szkoda, szkoda, bo ja wiela dobrego dla przyjaciół zdziałać mogę. Jako to powiedają – czknął rozgłośnie – fortuna leży wprost na trakcie, głupcy, którzy nie bierą! I starościkiem można zostać i wojewódką, jak kto zdolny i ojczyźnie zasłużony…
– A pan jesteś zasłużony?
– Zdziwiłbyś się pan. Zdziwiłbyś się, gdzie byłem i kogo ja znam.
Nagle Tarczyński przysunął się do ucha Kiełpicza z zadziwiającą bystrością, tak że ten, mimo całej abominacji, nie zdążył się odsunąć.
– Znam ja takich, jak ty – syczał w ucho, a kropelki śliny rosiły trefione loczki peruczki Kiełpicza – Znam ja was, psiekrwie. To przez takich jak wy ta cała zgnilizna, te rokosze u chamów, te bunty, te maszyny głupie, bezbożność i herezja! Ale się waćpan może jeszcze zdążysz opamiętać, bo zdradzając wiarę katolicką i brać swoją i mać swoją pan się o szabelkę prosisz…
– Grozisz mi pan?! Grozisz?!
Tarczyński opadł z powrotem na ławę z przeciągłym stęknięciem, bo sycząc w ucho Kiełpiczowi, kałdun sobie przygniatał.
– Ja? A skądże znowu? Po mnie się to nie da poznać, żebym ja takiemu panu – tu otaksował Kiełpicza kpiącym wzrokiem – w takim surduciku, fraczku takim, ze znajomością samego Woltera, ho, ho, żebym ja takiemu uwłaczał. Mówię tylko, że kto bezbożnie żyje, bezbożnie może skończyć.
– Pojąłem te insynuacje. Chętnie służę satysfakcją rano.
– A nie, nie, nie ma się o co obrażać… Nie najgorszy ze mnie fechmistrz i mnie tam pańska sława w powiecie, żeś acan już tylu położył, ani ziębi, ani grzeje, ale ja poseł jestem. Rozumiesz waść?! Poseł! I bić się nie mogę!
Wyrżnął z całej siły upierścienionym kułakiem w stół.
– Ala ja tu rządzę! Ja, poseł! Ja stanowię prawa! I nie będzie, póki Rzplitej, żadnej bezbożnej konstytucji, żadnych mieszań we łbach chamom i Żydom, żadnych pogan u praw i żadnych takich wyfraczonych Wolterów u rządów, rozumiesz waść?! Rzekłem! Na przyszłość się polecam.
Po czym wstał, zatoczył się i zostawił Kiełpicza przy ławie. Dotoczył się do szynkwasu, złapał za brodę karczmarza i wrzasnął:
– A przyjdzie czas, to i z wami, ścierwo, porządek się zrobi! Za te krześcijańskie niebożątka, na macę szlachtowane! Ja z wami wszystkimi, psiejuchy, porządek zrobię, kto nie Polak, nie katolik, innowierca i sodomita! A teraz masz, naści, żydowinie, znaj Pana, płacę za te twoje szczyny!
Na kontuarze zabrzęczała, zachybotała się i legła ciężka moneta.
Carski rubel.
15.03.2025

