Czy z głupoty trafimy do historii?

Oj, po pierwszej turze wyborów prezydenckich zapachniało grozą. Wygląda na to, że znana komedia „Idiokracja” nie była aż tak przerysowana, jak to się w dniu jej premiery wydawało. Coś mi się jednak zdaje, że z terenów komediowych nieuchronnie wchodzimy w scenariusz  thrillera, o ile nie (zmiłuj się Panie!) horroru.

Taka scena z filmów sensacyjnych: łódź podwodna i na początku drynda dzwonek alarmowy. A po chwili wszystko zalane czerwonym światłem ostrzeżeń, alarmy wyją, ile fabryka dała, a załoga miota się w panice.

Zdaje się, że jesteśmy już w tym miejscu scenopisu.

Będą jeszcze inne teksty. Niektóre, jak na przykład wypisy z podręczników historycznych, będą zdawać się małoletnim nudne, jak nam wydawały się czytanki o I i II wojnie światowej. Niewiele je w sumie dzieliło od opowieści o faraonach i wojnach napoleońskich: tak samo papierowa krew i abstrakcyjne liczby ofiar krzaczące się czernią obojętnych cyferek na gorszym lub lepszym papierze.

A ja bym tyle dał, żeby to sobie poczytać teraz!

Ale najchętniej jakiegoś pasjonata, a nie bałwana sadzącego nudne, statystyczne piły. Takiego, co to lubi pisać dla dzieci i młodzieży, szaleje za historią i ma w tym taką pasję, że mu za plecami pukają się w czoło. Ooo, taki, to lubi opowiadać, bo wyszukuje paradoksiki, ciekawostki, niekonsekwencje, paranoje…

Już sobie wyobrażam te tablety (bo jakie tam książki z oślimi rogami) albo insze kryształy kwantowe, w których stoją takie kwiatki:

„W Polsce lat dwudziestych XXI wieku, zapewne na skutek niemal pół wieku trwającej rosyjskiej okupacji w drugiej połowie wieku XX, powszechna jest demonstracyjna postawa antyrosyjska, która wyraża się w tym, że środowiska najbardziej deklaratywnie antyrosyjskie w myśl rosyjskiej racji stanu próbują rozbić jedność Unii Europejskiej i podburzają nastroje społeczne względem państw zachodnich. Wszystkie strony sporu politycznego oskarżają się nawzajem o rosyjską agenturalność, co ma ten zaskakujący efekt, że publicznie lży się Niemcy, najbliższego sojusznika gospodarczego i militarnego, oraz że w wyborach prezydenckich w 2025 roku startuje co najmniej czterech kandydatów będących wymarzonymi dla Rosji, w tym dwóch jawnie prorosyjskich i to właśnie ci kandydaci są kreowani na zbawców ojczyzny.”

„Stara i sprawdzona strategia Rosji, opierająca się na starym powiedzeniu >>dziel i rządź<<, stosowana była z powodzeniem przez wszystkie rosyjskie formy ustrojowe: od caratu, przez sowiecki komunizm, putinowski imperializm, aż po dzisiejszą atomową zaczepność Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Co prawda było to hasło rozumiane nieco opacznie, w typowo rosyjski sposób. W związku z tym, że nie bardzo było czym lud obdzielać, należało lud PODZIELIĆ. Tak, aby żarł się między sobą na tyle, by nie przyszło mu do głowy zwrócić się przeciwko władzy. Strategia ta z dużym powodzeniem była stosowana także wobec podbitych narodów. Przez dwa wieki trwało zatem napuszczanie Polaków na Ukraińców i odwrotnie, Azerów na Ormian i odwrotnie, Słowaków na Czechów, Serbów na Chorwatów, i tak dalej, i tak dalej, a kiedy wygasało paliwo lokalnych sporów, Rosja carska, sowiecka i putinowska z dużym powodzeniem napuszczała wszystkich na Żydów.”

„Rosjanie mieli także pewien inny sprawdzony patent na dążenie do zduszenia narodowych wolności: oto, niczym kolonialiści sprzed wieków, osadzali się w jak największej liczbie w pobitych krajach, aby w razie odzyskania przez nie niepodległości móc „przyjść z odsieczą” swym rzekomo prześladowanym pobratymcom. Nader fikuśnie tę prastarą strategię podboju nazywali „wyzwalaniem”, co mogło narodowe mniejszości rosyjskie wprawiać w pewne osłupienie i lekki niepokój, albowiem wolały żyć poza swoją matuszką niż w jej granicach z powodów dość prozaicznych.
Ten wariant był jednak trudny tam, gdzie znaczącej mniejszości rosyjskiej nie było. Nie było też w ogóle zróżnicowania narodowościowego czy kulturowego jak na terenach byłej Jugosławii. Tak, najtwardszym orzechem do zgryzienia była tu Polska: kraj niemal jednorodny etnicznie, kulturowo, religijnie, prozachodni, antyrosyjski i bez znaczącej mniejszości rosyjskiej. No cóż, nie było innej rady dla rosyjskiego imperializmu, jak tylko stworzyć z Polaków dwa wrogie plemiona i popędzić je na siebie. Co przy znanej kłótliwości Polaków i ich niemaskowanej niechęci do swych rodaków – sąsiadów, lepiej sytuowanych, mających inne poglądy – choć niekoniecznie, wystarczającą cechą była ta sama narodowość – poszło zdumiewająco łatwo.”

„[…] w tym celu rosyjska propaganda postanowiła nader trafnie wykorzystać stare i znane wady narodowe Polaków, które nieraz już w historii doprowadzały ich państwo do upadku będącego preludium powstań i zrywów narodowych w celu odzyskania państwa. Po odzyskaniu niepodległościPolacy zazwyczaj rzucali się sobie nawzajem do gardeł i cykl zaczynał się od początku[…]”

„Fakt, że zaledwie czterech Żydów (Tuwim, Leśmian, Brzechwa, Słonimski) zrobiło dla polskiej kultury więcej, niż cały ONR, Falanga, organizacje Bolesława Piaseckiego, Stowarzyszenie PAX oraz gierkowskie Stowarzyszenie Grunwald – musiał być bardzo deprymujący dla jedynych prawdziwych Polaków, niezmordowanych obrońców czystości rasowej polskiego katolicyzmu. Stąd pewnie, aby nadrobić te braki, ich duchowi następcy z XXI wieku postanowili wydać bezpardonową walkę zgniłym miazmatom, toczącym od zachodu zdrową polską tkankę społeczną, niczym rak niszczący krzepkie organy. I tak oto panowie Braun, Berkowicz, Fritz i Mentzen pryncypialnie stanęli w obronie polskiej kultury przed wpływem światowego żydostwa i panoszącej się niemczyzny […]”

„[…] bo niezwykłe jest to jak, jako naród, wciąż żyliśmy historią, nie zdając sobie z tego sprawy. Między ludźmi w warzywniaku (warzywniak – mały sklep z warzywami i owocami; ostatnie warzywniaki istniały do połowy XXI wieku – przyp. autora) wybuchały kłótnie o Niemców i Rosjan, o moralność i niemoralność Europy, o lewicę, prawicę i religijność, o zbawienność lub przekleństwo tolerancji i tym podobne kwestie, a temperatura sporu była zazwyczaj tak gorąca, że uniemożliwiała jakiekolwiek porozumienie. Jednocześnie pan Sebastian, pani Natalia i pani Patrycja (wiem, dziś te imiona trącą archaiczną myszką) nie zdawali sobie sprawy, że mówią tradycją tolerancyjną, otwartą, zachodnią, liberalną, indyferentną religijnie i socjalizującą, a więc szwargoczą po niemiecku Piłsudskim; albo też mówią nurtem zamkniętym, nieufnym, dewocyjnie katolickim, nacjonalistycznym, prawicującym i wschodnim, czyli gawariat Dmowskim. Zdziwiliby się zapewne, gdyby im ktoś o tym powiedział, jak molierowski pan Jourdain na wieść, że mówi prozą. A jednak! We wszystkich wyborach Polska wyglądała pod względem rozkładu głosów jak przerąbana siekierą niemal idealnie wzdłuż granic byłych zaborów, granic nieistniejących od ponad stu lat!”

„W latach dwudziestych, podobnie jak w całym ówczesnym świecie zresztą, w wyniku splotu wypadków zawierającego pandemię, kryzysy gospodarcze, wojny i potężne ruchy migracyjne – w Polsce zaczęły narastać postawy spolaryzowane, nietolerancyjne, ksenofobiczne i rasistowskie. (Korelację poziomu szowinizmu i ksenofobii z katastrofami gospodarczymi i społecznymi omawia słynna praca „The impact of the unstable geopolitical and economic situation on the prevalence of xenophobic attitudes”, Artificial Intelligence nr 456, Wydawnictwo Cambridge, 2156) Niezwykłym zbiegiem okoliczności akurat te postawy idealnie współgrają z tak zwanymi polskimi wadami narodowymi, które między innymi doprowadziły do upadku I Rzeczpospolitą, jak to: ignorancją, zawiścią, przedkładaniem interesu prywatnego nad publiczny, pychą, nietolerancją, płytkim religianctwem i obrzędowością i zwykłą ciemnotą połączoną z zabobonnością […] W ten sposób znów, w pierwszej połowie XXI wieku zaczął być ceniony prawdziwy sarmata z sumiastym wąsem, który, jak coś wybierze, to głupio, powie – durno, a z dwóch dostępnych opcji ZAWSZE wybierze tę bardziej szkodliwą i kołtuńską. Pyszny w swojej ignorancji wyznawca potęgi chłopskiego rozumu, twierdzący, że „kuń jaki jest, każdy widzi” i rubaszny wujo – filozof z wiejskiego wesela, który z niejednego pieca upił pół litra.
W wyborach prezydenckich 2025 roku takich kandydatów było kilku, choć wzorcem idealnym byłby wśród nich Marek Jakubiak.”

„Jak wspominaliśmy w poprzednim rozdziale, propaganda rosyjska, odkrywszy, że Polacy uwielbiają żreć się między sobą, postanowiła tę cechę wykorzystać do maksimum. Pracę ułatwiała jej powszechnie znana do dziś niechęć Polaków do optymizmu, pozytywnego przekazu i strach przed uznaniem za naiwnych. W związku ze swą skomplikowaną historią i położeniem geopolitycznym mamy tendencję do zamknięcia, ostrożności, podejrzliwości i węszenia zdrady. Mamy tendencję do ukrywania radości, sukcesu, pozytywnego nastawienia w obawie, że podstępny los albo fatum rychło nas za taką beztroskę ukarają, jak czyniły to przez ponad tysiąc lat. Żadne więc hasła w rodzaju „uśmiechnięta Polska” nie porywały serc tłumów, raz dlatego, że przypominały zbyt jeszcze świeżo odeszłą epokę komunistycznej propagandy sukcesu, dwa, że zabobonnemu Polakowi kryjącemu strach przed odmianą chwilowo życzliwego losu bliższa jest postawa ponurego patrzenia „spod byka” skąd to za chwilę wróg nadciągnie i dlaczego znowu ze wszystkich stron. Takie nastroje w lot nauczyli się wykorzystywać najbardziej obrzydliwi populiści w rodzaju Grzegorza Brauna: żarliwi katolicy ze słowami rasowej i nacjonalistycznej nienawiści na ustach. Co kończy się niebywałymi paroksyzmami nienawiści, zrywaniem i paleniem flag i hańbą związaną ze skrajnie ksenofobicznymi i przemocowymi zachowaniami. Czyli wielokrotnie już sprawdzonym w historii najlepszym wehikułem rosyjskiej propagandy do siania w Polakach nienawiści, lęku, ksenofobii, zamknięcia i nieufności co do możliwości współpracy z Zachodem. To stale powtarzający się scenariusz: osoby, które najgłośniej krzyczały o potrzebie wolności, zachowania suwerenności narodowej, swobód obywatelskich i konserwacji obyczajów i tradycji – zachowywały się jednocześnie dokładnie tak, jak powinni się zachowywać rosyjscy agenci wpływu, łącznie z publicznymi antysemickimi ekscesami i nawoływaniem do niewspierania i nienawiści do Ukrainy, będącej podówczas z Rosją w stanie wojny, czyli dokładnie tak, jak zachowywali się targowiczanie ponad dwieście lat wcześniej […]

„Zanim przejdę do omówienia wyników wyborów prezydenckich w 2025 roku, muszę tu wspomnieć o innym jeszcze wielkim aktorze ówczesnej sceny politycznej w Polsce, Jarosławie Kaczyńskim, bracie bliźniaku wcześniejszego prezydenta Lecha Kaczyńskiego (zmarłego tragicznie w katastrofie lotniczej, taka ciekawostka, o której mało kto już dziś pamięta, podobnie jak o tym, że było dwóch braci Kaczyńskich – polscy historycy często mylą ich dziś ze sobą, lub wręcz utożsamiają, co jest jednak karygodnym błędem), o którym więcej w rozdziale „Szalone postaci XXI wieku”. Tu tylko napomknę, że w pierwszej ćwierci  XXI wieku był on jednym z głównych rozgrywających w polskiej polityce, a jego obóz polityczny bardziej przypominał sektę lub mafię, niż typowe stronnictwo. W związku z tym właśnie jak w mafii, miał on ostatnie słowo co do wyboru kandydata, którego jego partia (Zacność i Uczciwość) wystawiła do wyborów prezydenckich. Już przed pierwszą turą wybuchł skandal, ponieważ na jaw zaczęły wypływać nader niekorzystne szczegóły z życiorysu kandydata, Karola Nowogrodzkiego. Cała sprawa przybrała charakter ambicjonalnej rozgrywki o udowodnienie, że prezes Zacności i Uczciwości, Jarosław Kaczyński, jest w stanie zrobić prezydentem III Rzeczpospolitej absolutnie każdego, łącznie ze swoim kotem.
I tak w maju 2025 roku Polacy stanęli przed wyborem dość granicznym. Wzrastanie powszechnego lęku przed zmianami społecznymi, technologicznymi i gospodarczymi zaowocowało w różnych zakątkach świata propagandowo uzdolnionymi populistami wszelkiej maści i autoramentu, a w Polsce niebywałym renesansem, jeśli można tak przewrotnie rzec, ksenofobii i ciemnoty. Jak donoszą inne źródła historyczne, w czasach owych bardzo wielu ludzi sądziło, że Ziemia jest płaska, teoria ewolucja jest błędna, a myszy rodzą się z kurzu […]”

„Po pierwszej turze wyborów zostało dwóch kandydatów: Karol Nowogrodzki i Donald Trzaskowski. Przedstawiciele skrajnej prawicy, którzy odpadli w pierwszej turze, zebrali w sumie taki procent głosów iż Karol Nowogrodzki, wbrew wcześniejszym sondażom, znalazł się nagle na pozycji lidera. I tak stanęły naprzeciwko siebie dwie potęgi spolaryzowanej ówcześnie polskiej sceny politycznej: nominat potężnego prezesa Kaczyńskiego i niemniej potężny Donald Trzaskowski.
Wybór ten w istocie wskazywał dramatyczny upadek obyczajów w polskiej polityce początków XXI wieku, który zakończył się serią arcyciekawych wypadków, które opiszę w następnym rozdziale.

Na czym ten upadek polegał?

Otóż naprzeciw siebie stanęli:

– Donald Trzaskowski (niektórzy historycy podają imię Rafał): spadkobierca Polski związanej z Zachodem i Unią Europejską, z koncepcją jagiellońską i piłsudczykowską, znający kilka języków, tolerancyjny prezydent Warszawy, opierający nadzieję na utrzymanie przez Polskę niepodległości wobec rosnących zaborczych zapędów Kremla w ścisłej współpracy z Unią Europejską i państwami Europy Zachodniej pojedyńczo, na którego w pierwszej turze głosowała inteligencja, profesura, ludzie z wyższym wykształceniem, z dużych i średnich ośrodków miejskich, z bardziej rozwiniętej gospodarczo i infrastrukturalnie Polski Zachodniej – czyli wedle ówczesnej terminologii lewak, zboczeniec, zdrajca, szwab i złodziej, oraz

– Karol Nowogrodzki, na którego w pierwszej turze głosowała mniej rozwinięta gospodarczo Polska Wschodnia, mieszkańcy terenów byłego zaboru rosyjskiego i austriackiego, ludzie o wykształceniu podstawowym i zawodowym, w przeważającej większości mieszkańcy wsi i małych miasteczek; były alfons dostarczający klientom hoteli w Sopocie prostytutki, były bramkarz i znajomy gangsterów, wytatuowany w olbrzymie herby piłkarskiej chuliganerii, biorący udział w umawianych bitwach pseudokibiców (tak zwanych ustawkach) wraz z kolegami mordującymi maczetami ludzi, człowiek, który zajmował lokale w podległej sobie instytucji, nie płacąc za nie i mieszkając z rodziną niewiele dalej (tu jest pewna nieścisłość historyczna: wynajmował je „na godziny”, co jest archaizmem, co do którego znaczenia straciliśmy już niestety dostęp), człowiek, który oszustwem skłonił starego człowieka do sprzedaży sobie mieszkania za dożywotnią opiekę, za to mieszkanie nie zapłacił, a starzec w wyniku tej machinacji skończył swój żywot w przytułku, człowiek, który jako pierwszy w historii debat prezydenckich, w debacie transmitowanej przez wszystkie najważniejsze media na żywo, wepchnął sobie pod dziąsło rozweselającą używkę (dziś zdania historyków są podzielone, czy to był modny ówcześnie tak zwany „dopalacz”, czy herbata dojrzewająca w kocim moczu)  – co wszystko łącznie i z osobna wedle ówczesnego obyczaju oznaczało zbawcę ojczyzny, jedyną jej nadzieję, prawego konserwatystę, bitnego mężczyznę, na którym można polegać, obrońcę tradycyjnych wartości rodzinnych, społecznych i religijnych, skończonego poczciwca i miłośnika prawa, porządku, religii i bożych krówek.
Przed Polakami, nie pierwszy raz zresztą w dziejach, zarysował się poważny problem etyczny, który, jak już wspomniałem, zakończył się rzeczywiście serią zadziwiająco daleko idących konsekwencji nie tylko dla nich samych, ale i dla polityki regionu. Dziś wiemy już, jak Polacy poradzili sobie z tak ostro zarysowaną moralnie paranoją: wygrał mianowi –„

 

No i zabrakło mi tych „kartek z przyszłości”, bo czyjś cyberpies zeżarł je razem z hologramami pracy domowej… W takim momencie! No, w takim momencie, cholera!

A co, czytalibyście daleĵ? Bo ja jak poyebany:)

Mam jednakowoż małą prośbę. Thriller ładnie się sprawdza na ekranie czy w książkach. W życiu – nie polecam.
Pamiętajcie o tym przy urnach, proszę…

PS1: Pewne nieścisłości w tekście upatruję w tym, że musiał być pisany co najmniej 150 lat po opisywanych wydarzeniach.

PS2: Ja wiem, że panowie Braun, Berkowicz, Fritz i Mentzen są stuprocentowymi Polakami i to raczej z tej przaśnej, przygnębiającej półki. Sęk w tym, że w myśl „zasad” gnieżdżących się w ich umysłach ciasnych jak piczka myszy tkwią przesądy, którymi paradoksalnie sami sobie tę polskość odbierają.

 

Oceń artykuł

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.