Marzenia o wspólnej opozycyjnej liście możemy sobie darować. Hołownia od początku traktował ją z ironią, twierdząc, że „na kolana Tuskowi wskakiwać nie będzie”. Kosiniak-Kamysz z kolei jasno i wyraźnie deklarował, że nie da się wcisnąć w żadne lewicowe porozumienie. Pewnego rodzaju papierkiem lakmusowym poglądów obu liderów były poglądy na temat dopuszczalności aborcji. Obaj deklarowali się jako konserwatyści już wcześniej, a do tego Hołownia ma za sobą wyraźnie religijne epizody światopoglądowe. A więc zawiązali taki pakt konserwatystów.
Kosiniak-Kamysz już kiedyś deklarował, że wyborcy PSL są konserwatywni, politycy również, więc według niego tzw. kompromis z 1993 roku powinien trwać. Tylko ten kompromis od dawna już był martwy. Religijnie fundamentaliści przy biernej postawie kolejnych rządów utrudniali realizację nawet tak okrojonych praw kobiet. Gdy władzę objął PiS, ów kompromis stał stał się swoją własną parodią. Hołownia zaś, który deklarował swój prywatny sprzeciw wobec jakiejkolwiek formy aborcji, na potrzeby kampanii prezydenckiej stwierdził, że jako prezydent nie będzie narzucać swoich poglądów. Jego pomysłem było referendum aborcyjne.
Sam pomysł referendum nie jest wcale tak dobry, jak to Hołownia twierdzi. Szczególnie dlatego, że pytania mogą być różne na ten sam temat. Można zapytać np. „czy zgadzasz się na mordowanie dzieci nienarodzonych”. To by było nadużycie, ale fundamentaliści religijni mają takie właśnie poglądy. Poza tym, dlaczego ludzie powyżej 40 lat mają decydować o tym co wolno kobietom? Dlaczego mężczyźni mają decydować o tym, co wolno kobietom? Czy będziemy urządzać referendum na temat np. leczenia męskiej impotencji? Może po chrześcijańsku byłoby? Bo Bóg tak chciał widocznie.
Panowie Hołownia i Kosiniak-Kamysz, chcą więc najpierw przywrócić „kompromis” a potem w ciągu 100 dni zrealizować referendum, co jest mało realne. Organizacyjne i finansowe przygotowanie referendum będzie trwać dłużej. Może ten pakt konserwatystów po cichu zakłada, że sprawa się rozmyje i po wyborach wszyscy uznają, że nie ma już potrzeby się sprawą aborcji zajmować?
